niedziela, 22 listopada 2015

"Lies" Songfic#1

Bound at every limb by my shackles of fear
Sealed with lies through so many tears
Lost from within, pursuing the end
I fight for the chance to be lied to again


Siedziałam w swoim pokoju. Pośród ciszy i ciemności. Moje jedyne towarzyszki, które wiernie ze mną czekały. Czekam. Jest ledwo po dwudziestej trzeciej. Przekręcam się z boku na bok, na moim łóżku. Fioletowa pościel szeleści z każdym moim ruchem roznosząc ten dźwięk po pokoju. Bałam się tego co się wydarzy. Byłam zakuta kajdanami strachu na każdej kończynie. Chciałabym by to było tylko kłamstwem. Tylko kolejnym kłamstwem.


You will never be strong enough
You will never be good enough
You were never conceived in love
You will not rise above



Nigdy nie będziesz wystarczająco silny by mnie obronić. Nigdy nie będziesz wystarczająco dobry by sprawić, że ja też taka będę. Nie wzniesiesz się, by mi pomóc. Czemu nie możesz zrozumieć, że to ma tak być?

They'll never see
I'll never be



Oni nigdy nie zobaczą prawdziwej mnie. Mnie nigdy nie będzie już z wami. Więc czekam.




But through my tears breaks a blinding light
Birthing a dawn to this endless night
Arms outstretched, awaiting me
An open embrace upon a bleeding tree 



Myśli są zbyt ciężkie, by utrzymać spokój na wodzy. Oczy szklą mi się, a niektóre wypływają z nich, by zrobić mokrą ścieżkę na moim policzku. Promienie wstającego świtu wpadły przez lekko uchylone zasłony. Świt. To na co czekałam tej niekończącej się nocy. Moja wyobraźnia już ciężko pracuje, ukazując mi obraz Jego. Rozpostarte ramiona oczekujące mnie. Jego uśmiech. Straszny.
 Nadeszło to na co tak długo się zbierałam. Krew, zniszczenie. One są wszędzie. Rozglądam się na około, pełno ciał. Ludzi których znam, nie znam i tych których nawet kojarzę z widzenia. Twoje ciało, słabe, w kurzu i innym brudzie, pełe zadrapań i ran. Siedzisz z zamkniętymi oczami

Rest in me, I'll comfort you
I have lived and died for you
Abide in me, I vow to you
I will never forsake you

Odpocznij, przecież wiem ile walczyłeś, by mnie ochronić. Byłeś wspaniały i za to ci dziękuje, ale to moje przeznaczenie, więc odpocznij. Staje oko w oko z moim przeznaczeniem, by ostatni raz spojrzeć na ciebie mój kochany. Otwierasz swoje oczy, zielone, lecz nie takie same jak kiedyś. Nie ma w nich szczęścia, pełni życia, miłości. Twoje oczy, kiedyś takie radosne, teraz patrzą na mnie z bólem. Wyciągasz w moją stronę rękę chcąc mnie zatrzymać, lecz ci usiekam. Odgradzam się od ciebie czarną zasłoną. Serce pęka mi na tysiące małych kawałków, gdy mimo tylu obrażeń wstajesz by mi przeszkodzić. Ale to już koniec. Przepraszam, że właśnie tak się żegnamy. Nie mam na to wpływu, ale ty chyba tego nie wiesz. Chciałbyś by to skończyło się inaczej, ja też tego pragnę, ale nie wszystko jest nam dane. Musi tak być. Ściskam w dłoni mały nóż, który przykładam do mojego lewego nadgarstka. Dociskam go, a ostrze lekko nacina moją skórę z której wypływa malutka strużka krwi. Podobno ruchy samobójców są nieprecyzyjne, ponieważ się wahają czy aby na pewno robią dobrze, jednak nie moje. Przeciągam szybko nożem, a ostrze rozcina mi skórę i żyły. Krew obficie się z nich lej kontrastując się z moją bladą karnacją. Opadam otumaniona przez brak krwi na kolana, a potem na brzuch, resztkami siły odwracając twarz ku tobie. Uśmiecham się patrząc ci prosto w oczy, w których pojawiają się łzy. Twarz pokazywała niedowierzanie, które szybko zmieniło się na rozpacz. Powieki robiły się coraz cięższe, a kałuża krwi robiła się coraz większa.

-Przyrzekam ci, że nigdy cię nie opuszczę.

Koniec... Nie ma już mnie. Zabiłam się. Wiem że to źle, jednak tak jest najlepiej. Nie ma mnie więc nie ma portalu. Żyłam i umarłam dla ciebie. Kocham cię Garfield.



Guess who's back bitches? + Rozdział 15

Guess who's back?

Tak wróciłam! ^U^ Jestem taka szczęśliwa. Tyle myślałam jak poprowadzić historię i mam ^^ 
Rozdział ten i mój powrót to prezent dla mojej bety, kochanej Mari, ale, ale, ale to nie koniec! Jak już ma kochana beta to przeczyta niech przejdzie post dalej

Raven

Uspokój się kobieto! To nic, że ten zielony idiota wszedł mi do łazienki! Przecież to nic wielkiego! Wzięłam kilka głębokich oddechów i odwróciłam się do chłopaka.
-Posłuchaj mnie i to uważnie. Nie zabije cię, bo jesteś mi potrzebny, tak więc ukazuje moją "łaskę" i masz ostrzeżenie na przyszłość. Tak?
-Mam rozumieć, że nie zabijesz mnie, bo jestem częścią twojego planu?- spytał, a ja potwierdziłam to skinieniem głowy.
-Skoro wszystko już wyjaśnione, to mogę już iść.- kiedy naciskałam klamkę od drzwi, poczułam jak chłopak łapie mnie za ramie, odwraca przodem do siebie i przyparł do ściany. Spojrzałam z szokiem na Bestie, który swój wzrok miał utkwiony gdzieś koło mojego ucha.
-Zapewne taka okazja już nigdy mi się nie przytrafi...- mówiąc to spojrzał mi w oczy.
-Co ty chcesz zrobić?- spytałam się go cicho na co on wzruszył ramionami. Zamknął oczy, pochylił się nade mną i wyszeptał.
-Mam nadzieje, że za to też zostanę ułaskawiony.- po tym złączył nasze usta.
Nie wiem co mną kierowało, ale oddałam ten pocałunek i to z takim samym, o ile nie większym zaangażowaniem. Bestia przeniósł swoje ręce na moją talie, a ja na jego szyje. Nagle pocałunki stały się bardziej namiętnie, a ciało chłopaka docisnęło mnie do ściany. Pociągnęłam delikatnie kosmyki jego włosów, na co zareagował cichym pomrukiem w moje usta i lekkim uśmiechem. Ale kiedy dłoń Garfielda zaczęła wędrować pod sukienkę, zaciągając materiał rajstop po drodze, odzyskałam rozum. Odepchnęłam delikatnie chłopaka i wyszłam z pokoju.
-No, no, no, siostrzyczko. To przecież takie niestosowane...- zakpił mój brat, który w tej chwili był oparty o ścianę obok.
-Widziałeś? Jak?- spytałam. Chciałam założyć kaptur ale przypomniało mi się, że jestem w domu. Poprawiłam rajstopy i wyprostowałam się jak struna. On tylko przejechał dłonią po włosach i uśmiechnął się.
-Czy widziałem? Tak. Trudno by nie było. Jak? Cóż, nie zamknęliście drzwi. Szukałem cię, a wasz przyjaciel powiedział, że właśnie mordujesz zielonego, więc oto jestem.
-Cyborg?- spytałam, a on potwierdził skinieniem głowy.
-Rachel... Długo się nie widzieliśmy, co powiesz na mały spacer po ogrodzie różanym? Tylko ty, ja, Bella i Polaris.
-Jasne.- zaoferował mi ramie, które przyjęłam i poszliśmy do pokoju Yuki. Hawk otworzył drzwi i weszliśmy do środka.
-Anabello, razem z Rachel i ja idziemy na spacer. Zechcesz pójść razem z nami?

Hawk

-Anabello, razem z Rachel idziemy na spacer. Zechcesz pójść razem z nami?- powiedziałem. Dziewczyna podniosła wzrok z czytanej przez nią książki i uśmiechnęła się słodko. Tak. Nadal jest dla mnie ważna. Na widok jej uśmiechu mam ochotę sadzić róże. To nienormalne by tak myśleć o swojej przyjaciółce, ale to prawda. Wciąż coś do niej czuje i nie mogę przestać.
-Oczywiście. -wstała z fotela i wygładziła materiał sukienki. Nawyk. Zawsze to robi. Pidżama, strój na ćwiczenia czy sukienka, nieważne, zawsze poprawia materiał gdy wstaje. Każdy ma jakiś nawyk. Ja poprawiam włosy gdy kogoś słucham, by mieć lepszy kontakt wzrokowy. Rachel zakłada kaptur gdy coś czuje. To jej obecny nawyk. Zauważyłem go niedawno. Kiedyś zakładała włosy za ucho gdy była zawstydzona.
-Halo. Hawk.- Raven pstrykała mi palcami przed twarzą. Spojrzałem na nią tępo, na co ona się uśmiechnęła. Bella zaśmiała się cicho i we trójkę wyszliśmy z jej pokoju. Spacerowaliśmy po korytarzach zamkowych rozmawiając beztrosko, tak jak kiedyś. Bella i Rachel wspominały ich życie godne błazna królewskiego, a ja? Powtarzałem jakie to było niedojrzałe, ale kiedy doszły do tego okropnego wieczoru...
-Oj błagam Hawky... Wyglądałeś uroczo- zapiszczała Neve, a ja poczułem jak moje policzki mnie pieką- Awww, Hawky ty się rumienisz.- zapiszczała i uwiesiła się na moim ramieniu.
-Bell daj spokój, bo się nam chłopak spali żywcem.
-I ty Brutusie?- zapytałem starszą siostrę i zaśmiałem się.
-Prawda jest taka, że niebieskie włosy ci pasowały...-mruknęła od niechcenia blondynka.
-Błagam cie, bo powiem Louis'owi, że jesteś w ciąży!- dziewczyny stanęły, a ja zachowałem kamienną twarz.
-N-Niby dlaczego miałby ci uwierzyć?- za jąkała się i spojrzała na mnie tymi swoimi dużymi, błękitnymi jak sopel lodu, oczami.
-Tylko pomyśl. Ja jestem Hawk, grzeczny, uporządkowany, miły i zawsze mówiący prawdę chłopak, a wy? Totalne przeciwieństwo.- założyłem ręce na klatce piersiowej i uśmiechnąłem się cwanie. Rachel zachichotała, a Bella podeszła do mnie wolno.
-Nie zrobisz tego- spojrzała mi w oczy, a ja westchnąłem.
-No nie wiem... Może tak, może nie... Kto wie? Ja wiem.- odwróciłem się od niej plecami.
-Kretyn.- zaśmiała się i cisnęła w mnie śnieżką. Strząsnąłem ze śmiechem śnieg z moich włosów i spokojni już wyszliśmy na dwór. Pół dnia spacerowaliśmy. Polaris biegała jak szalona za dorotami, a my rozmawialiśmy. Pod wieczór, przed kolacją, Raven udała się do Bestii, by wszystko ustalić przed jutrem...


    Niebieskowłosa dziewczyna z białą maską na twarzy, patrzyła na grubego, niskiego, łysiejącego mężczyznę z wyższością. Leżał on oparty o ceglaną ścianę w ciemnym zaułku. Idealne miejsce. Mężczyzna był poobijany, miał złamaną prawą nogę i przestrzeloną drugą w kolanie. Jego twarz wykrzywiała się w bólu i przerażeniu, gdy dziewczyna w czarnym, elastycznym kombinezonie. Zdjęła białą maskę z czarnym uśmiechem i pochyliła się nad mężczyzną.
-Gadaj. Inaczej będzie boleć jeszcze bardziej.-przełożyła pistolet z prawej do lewej ręki i patrzyła, jak przerażony cel próbuje się od niej odsunąć.
-Jesteś diabłem! Szatanem!- prawą ręką szukał czegoś czym mógł się bronić, a lewą przytrzymywał pulsującą od bólu ranę postrzałową.
-Ja jestem ta zła mówisz?- dziewiętnastolatka zaśmiała się głośno zaraz jednak poważniejąc.-Nie ja tu jestem szefem mafii. Nie ja zabijam niewinnych ludzi, nie gwałcę, nie niszczę psychikę małych dzieci!- podniosła pistolet i strzeliła mu między oczy. Krew lekko rozprysłą się z rany, a głowa pod wpływem postrzału, odchyliła do tyłu uderzając w ścianę.
-Znowu nic się nie dowiedziałyśmy... Jeśli nadal będziesz tak robić, to skończą nam się źródła informacji. Pamiętaj.- do niebieskowłosej podeszła inna, niższa dziewczyna w takim samym kostiumie i podobnej masce. Na jej był namalowany smutek. Różowe włosy lekko powiewały pod wpływem wiatru i wplątywały się w sznurek, którym zawiązana była maska.
-Mam to gdzieś. Świni się należało.- powiedziała to patrząc kamienną twarzą na ciało mężczyzny. Dla niej był nikim, no może do niedawna workiem całkiem ważnych informacji, jednak teraz, nikim. Jak zdechła mucha, którą sekundę wcześniej walnęła packą. Nie było jej go żal. Po prostu patrzyła na ciało. Jej szare, z każdym dniem tracące szczęście, oczy nie wyrażały kompletnie nic, nic prócz pogardy.
 Różowo włosa zdjęła maskę i spojrzała swoimi intensywnymi zielonymi oczami na siostrę. Położyła jej dłoń na ramieniu i przyciągnęła do siebie. Czoło oparła o jej ramię i wsłuchiwała się w odgłos serca, które w odróżnieniu od jej było spokojne. Dziewczyna martwiła się o siostrę coraz bardziej. Jej jedyna siostra, którą kochała zmieniała się w potwora do zabijania. Mordowała z zimną krwią, chodź na samym początku miała wyrzuty sumienia i płakała w nocy, teraz nic nie czuła. Niebieskowłosa wyrwała się z uścisku siostry i odeszła zostawiając ją samą. Dziewczynie zebrały się łzy w oczach, ale powstrzymała się przed ujawnieniem ich. Wzięła głęboki oddech i ostrym, chirurgicznym skalpelem wycięła na dłoni trupa dwa znaki. Uśmiech i smutek. Podniosła z ziemi łuski i odeszła, co prawda inna drogą, ale do tego samego celu co siostra.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Przepraszam...

Przepraszam!

Próbowałam, ale już nie mogę... nie umiem już pisać tak jak dawniej. Kiedyś pisałam cały rozdział, poprawiałam go i na następny dzień mogliście go czytać. Niestety ale moja wena  się chyba skończyła... Nie umiem dokończyć rozdziału więc zawieszam oficjalnie bloga. Przykro mi z tego powodu, gdyż byłam i jestem nadal z niego bardzo dumna. Kiedy moja wena się poprawi obiecuje, że blog będzie znów wznowiony, ale do tego czasu jest zawieszony.

Lily♥

piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 14 ,,Proszę, wróć do nas..." CZ.2

Bella

Rzucił sai w Rachel. Ostrza wbiły się w sukienkę, przybijając ją do ściany. Ja wycelowałam swoim wakizashi między nogi dziewczyny. Hawk podszedł do niej ze swoją kataną, ale Raven była szybsza, wyciągnęła sai z ścian i wbiła je w ramiona brata. Łzy stanęły mi w oczach. Ale to nie jest moja Rachel! Wyciągnęła też mój wakizashi i rzuciła nim we mnie. Stworzyłam tarczę, a w tym czasie Bestia zmienił się w lwa i zaatakował przyjaciółkę pazurami. Podbiegłam do niebieskookiego, rozerwałam rękawy jego kimona i zawiązałam je na ranach tworząc prowizoryczne bandaże. Zielony atakował Rachel pod postacią triceratopsa. Pogłaskałam Hawka po jego długich włosach i spojrzałam na walkę tytanów. Bestia atakował ja łbem, ale dziewczyna sprawnie się broniła tarczami i unikami. Rzuciłam w Raven wielką, pół metrową, lodową kulą. Przy mroczyło ją trochę ale szybko się pozbierała. Bestia atakował ja obecnie jako mamut.
-Sami nie damy sobie rady...- pomysł... Złapałam za medalion na mojej szyi i wypowiedziałam zaklęcie. Wielka wilczyca pojawiła się tuż koło mojego boku. Wskazałam na fioletowowłosą która właśnie rzuciła Bestia o ziemie i powiedziałam prawie że płacząc: -Atakuj...Rachel-  wilk bez chwili zastanowienia spełnił mój rozkaz i rzucił się na Raven powalając ją na ziemię, unieruchamiając jej ręce. Dziewczyna walczyła z Poli, a ja w tym czasie podeszłam do zielonego. -Wszystko dobrze Bestio?- położyłam mu dłoń na ramieniu. 
-Tak spoko...- w tym momencie dostałam czymś w plecy i upadłam. Zobaczyłam ciemne plamki które zaczęły zalewać cały obraz.

Bestia

Raven rzuciła w Bellę stoliczkiem, a ta upadła tracąc przytomność. Nie wytrzymałem. Zmieniłem się w bestie. Rzuciłem się na dziewczynę, a Polaris została przy Yuki. Złapałem ją łapa w tali. Próbowała się wyrwać lecz była za słaba na mnie. Zaryczałem jej w twarz i rzuciłem nią o ścianę. Uderzyła o nią plecami i spadła na ziemię. Podniosła się na rękach i wzniosła w powietrze. 
-Zła bestia!- wystrzeliła we mnie swoją mocą, lecz ja odskoczyłem na bok, a potem do przodu na nią, jednak ona była szybsza i wzniosła się wyżej. Zmieniłem się w człowieka i krzyknąłem do dziewczyny. 
-Raven uspokój się! Popatrz co zrobiłaś! To są twoi przyjaciele! Ja jestem twoim przyjacielem!
 Nagle dziewczyna opuściła ręce do dołu i spojrzała na mnie. Zamrugała kilka razy oczami i spojrzała na swoje dłonie.
-Ja...- nie dokończyła. Zaczęła spadać. Szybko podbiegłem i złapałem ją. Miała zamknięte oczy i porwaną sukienkę na której widniały ślady krwi. Cała była w zadrapaniach i miejscach gdzie pewnie jutro zrobią się siniaki. Jej wcześniej starannie ułożony kok był teraz porozwalany, a pojedyncze kosmyki leżały na jej twarzy. Spojrzałem na pokój, który był porozwalany w drobny mak. Czarne łóżko było roztrzaskane, a materac i poduszki rozdarte, szafa nie miała drzwi i opierała się o ścianę. Kanapa miała ślady pazurów i była wywalona do góry nogami, a puch z jasno różowych poduszek walał się w szkle z lustra i drewnie z mebli. Spojrzałem na dziewczynę która miałem w ramionach i pocałowałem ja w czoło.


Raven

W ciemności słyszałam krzyki. Krzyki były tytanów, Korbiera, ale i też Belli i... mojego brata. Słyszałam też moje krzyki, ale to nie mogłam być ja... Całe ciało mnie bolało, a w niektórych miejscach pojawiały się rany z których płynęła krew. W ciemności widziałam małe, słabe, pojedyńcze światełka, które gasły równie szybko jak się pojawiały... Prośba. Rozpoznałam cichy głos Bestii. ,, Raven uspokój się... Popatrz co zrobiłaś... To są twoi przyjaciele... Ja jestem twoim przyjacielem...". Słyszałam go jak przez mgłę. Cicho, nie wyraźnie. Cała ciemność zniknęła, a pierwsza co zobaczyłam to Garfield stojący w moim zniszczonym pokoju. To byłam ja? To przecież niemożliwe! Spojrzałam na swoje ręce.
-Ja...- nie dokończyłam. Zaczęłam spadać, a oczy zamknęły mi się w locie. Byłam wykończona, obolała. Bolały mnie plecy, nogi i ręce na których były rany po pazurach. Ktoś mnie złapał. Zapewne bestia. Byłam wykończona. Straciłam przytomność.


Starfire

Kiedy Raven straciła przytomność, bańka w której byłam zniknęła. Podbiegłam do Nightwinga, Hawka, Cyborga i Belli. Byli nieprzytomni, ale w złym stanie. Zobaczyłam Korbiera leżącego pod ścianą. Podeszłam do niego ni pomogłam wstać.
-Co z Raven?- zachwiał się i rozejrzał się po pokoju. Jęknął i podszedł do Hawka. Uklęknął przy nim, a swoją laską przejechał po ranach chłopaka. Następnie uczynił to samo z Dickiem, Victorem i Bellą.
-Połóżmy naszą przyjaciółkę w moim pokoju.- powiedziałam i wzięłam od Bestii dziewczynę. Poleciałam szybko do odpowiedniego miejsca i położyłam ja na łóżku. Chwilę po mnie zjawił się Korbier i Garfield.
-Jest przemęczona. Użyła dużo mocy i musi się zregenerować. Za 3 godziny będzie jak nowo narodzona.
-Dobrze...pomóżmy reszcie.- razem z szatynem skinęliśmy głowami i wróciliśmy do miejsca walki. 
 Kiedy wszyscy tytani i Bella razem z Hawkiem byli w swoich pokojach Korbier zajął się Bestią. Dzięki niemu byliśmy wyleczeni. 
-Połóżcie się, musicie odpoczywać.
-Dziękujemy. Dlaczego nigdy nic o tobie nie słyszeliśmy?- zapytałam.
-Raven, nie lubi gdy ktoś uważa, że jest bezsilna. Zawsze powtarzała mi że mnie nie potrzebuje i poradzi sobie sama, ale nasze kontakty były dobre. 
-Rozumiem. Dziękujemy.- Korbier się uśmiechnął i zszedł na dół.
-Cieszę się że nic ci nie jest Bestio.- uśmiechnęłam się do przyjaciela i poszłam do pokoju. Spojrzałam na dziewczynę leżącą na łóżku. -Odpoczywaj przyjaciółko- powiedziałam cicho do leżącej dziewczyny i poszłam do łazienki. Nalałam do baseniku płyn o zapachu truskawki i zanurzyłam się w wodzie. Umyłam się z krwi i brudu. Położyłam głowę na krawędzi i westchnęłam głęboko. Chwilę tak poleżałam i zaczęłam myć włosy. Kiedy skończyłam, wytarłam się i ubrałam czyste rzeczy. Wyszłam z łazienki, położyłam się koło dziewczyny i zasnęłam.

Raven

 Kiedy się obudziłam byłam w jednym z pokoi gościnnych. Nie dziwie im się że zanieśli mnie do Gwiazdeczki, mój pokój wygląda jakby przeszło po nim tornado, stado słoni, a do tego, mieszkał tam przez miesiąc Garfield. Wstałam delikatnie z łóżka na którym wciąż spała ruda i poszłam do resztek mojego pokoju. Nie czułam aż tak wielkiego bólu, miałam coś jak zakwasy. Kiedy przekroczyła próg pokoju zobaczyłam skrzaty, które naprawiał cały pokój. Uśmiechnęłam się delikatnie i podeszłam do Pieguska.
-Dziękuje, ale wiesz że mogłam to naprawić mocą?- zapytałam i zajrzałam do szafy. Jeszcze nie miała wystawionych drzwi, więc wybrałam pierwszą lepsza kieckę z brzegu.
-Piegusek dobrze wie, ale Piegusek nie chciał jeszcze bardziej wysilać panienki.
-Arella ci powiedziała, że trzeba tu posprzątać?- spytałam i zaczęłam szukać czarnych szpilek.
-Cóż...nie...panienka Bella i panicz Korbier poprosili skrzaty o naprawę panienki pokoju.- powiedział cicho.
-Czy moja matka wie o tym co się tu stało?- mocno zacisnęłam pięści na materiale sukienki i spojrzałam na skrzata.
-Nie panienko, nie wie.
 Przytaknęłam głową i poszłam do łazienki. Nalałam jagodowego płynu do kąpieli i poczekałam aż zrobi się piana i zrzuciłam z siebie sukienkę, którą śmiało mogę już wyrzucić. Zanurzyłam się w wodzie na lini piersi i obmyłam się dokładnie. Umyłam włosy i usiadłam na delikatnym schodki który tam jest. Przymknęłam powieki i rozkoszowałam się ciszą, spokojem i gorącą wodą o zapachu jagód. Musiałam się zrelaksować. Bałam się. Cholernie się bałam, że nasz plan nie wyparli i skończę jako żona tego idioty. Bałam się też tego co czuję do Garfielda. Ja... Sama nie wiedziałam, ale ... 
 Trzask.
Gwałtownie się odwracam w stronę drzwi od łazienki i patrzę jak Bestia nagle nieruchomieje, a na jego policzkach pojawiają się rumieńce.
-Co ty tu do kurwy nędzy robisz?- krzyczę szepcząc. 
-Ja...Em...Bo...- jąkał się, a na jego twarzy znów pojawiły się rumieńce, zresztą nie tylko u niego. Policzki mnie piekły żywym ogniem. Jedną rękę trzymałam tak by zasłonić swoje piersi, a druga wskazałam drzwi.
-Wynoś mi się z tąd! Ale już!- przeniosłam wzrok na moje odbicie w tafli wody. Miałam dwa wielkie, czerwone rumieńce, które mocno kontrastowały się z moją bladą, alabastrową cerą. Chłopak wyszedł z mojej łazienki, a ja odetchnęłam z ulgą. 

Bestia

 O Boże, Jezu, Maryjo i wszystkie świętości jakie są! Ona mnie już totalnie zabije! Ale...ładnie jej w rumieńcach....Stop! Co ja pieprze?! Ona mnie wypatroszy, później ożywi, ale tylko po to, by móc mnie znów zabić w bolesnych torturach! W co ja się wpakowałem?! W ogóle po co ja tam szedłem?! Nie wiem sam! Jestem takim idiotą! Po wyjściu z łazienki, poszedłem do swojego pokoju. Rzuciłem się na łóżku i myślałem. Nie powiem, że nie chciałbym znów zobaczyć takiej Raven, ale gdyby woda nie... Co ja pieprze?! Zły tok myślenia! Boże, co ta dziewczyna ze mną robi?! Nie powinienem tak myśleć! Przekręciłem się na brzuch i schowałem twarz w poduszce. 
-Co ja kurwa zrobiłem...
-A co zrobiłeś?- usłyszałem głos Cyborga i odwróciłem się do niego.
-Stary...jestem największym idiota świata...nie kosmosu. Wlazłem Raven do łazienki...
-I...?-ciągnął.
-Kapała się...- powiedziałem i poczułem jak policzki mnie pieką.
-Oho ho... Stary...kupię ci ładną wiązankę.- powiedział i poklepał mnie po ramieniu.
-Cyborg! Ja tu serio mówię!- zerwałem się do siadu i spojrzałem gniew nie na przyjaciela.
-Ja też. Słuchaj jeśli przeżyjesz to, to będzie cud.
-Ty to wiesz jak podnieść człowieka na duchu...- wymamrotałem i znów się położyłem.-Jest jeszcze gorzej...
-Przykro mi, że mówię prawdę.- powiedział i także położył się obok mnie.
-Sorry Cybuś, ale jestem strasznie zdenerwowany...- wymamrotałem i zamknąłem oczy.
-Bracie, rozumiem cię...Jesteś krok od śmierci...
-Garfield! Mark! Logan! Ty wredny, zielony gnomie!- do pokoju wparowała Raven, już ubrana. Bogu dzięki...
-Tak Raven...?- spytałem piskliwym głosem.
-To może ja już pójdę?- powiedział Cyborg i wyszedł z pokoju.
-Zdrajca.- mruknąłem pod nosem. Fioletowo włosa zbliżała się do mnie powoli, przez co przełknąłem ślinę. Dziewczyna odwróciła się do mnie plecami i rzuciła na pokój jakieś zaklęcie. Wzięła głęboki oddech i ...
-Co ty sobie myślałeś?!- krzyknęła odwracając się do mnie. Cofnąłem się o krok i zagryzłem wargę.
-Przepraszam?- powiedziałem cicho.
-,,Przepraszam"? Człowieku wlazłeś mi do łazienki!
-Na swoją obronę powiem, że nie wiedziałem, że tam jesteś.- powiedziałem spokojnie. I wyprostowałem się trochę. Spojrzałem na jej usta. Były blade, jakby porcelanowe, ale lekko błyszczały. Chciałem ją znów pocałować. Znów poczuć jej wargi na swoich i zatopić się w nich. Mieć ją blisko siebie i nie puszczać. A teraz, stoi i patrzy na mnie, najprawdopodobniej czekając na moją odpowiedź... Zaraz co? 
-Słuchasz ty mnie w ogóle?!- krzyknęła.
-Ee... Tak?- powiedziałem i uśmiechnąłem się głupio. Dziewczyna warknęła, wyprostowała się i zaczęła głęboko oddychać...

______________________________________________________
 Więc tak, bardzo przepraszam za tak długi czas oczekiwania. Miałam ciężkie dni, a kiedy myślałam, że mam najlepszy dzień ever, bo włosy mi się układały, miałam czas na śniadanie,  kawa nie była tak gorąca, a bluzka mnie nie upinała na piersiach to....BUM! Nie ma 1/4 rozdziału. Dlatego właśnie rozdział jest krótszy niż był, a przegapiłam przez niego biologię, matmę i kilka przerw... Był serio długi :""(. No nic, jeszcze raz bardzo was przepraszam. Do napisania :)

Lily♥



środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 13 ,,Proszę, wróć do nas..." CZ.1

Bella

Cyborg atakował z działka, a Bestia zmienił się w goryla. Zwierzę okładało Draco pięściami, Dick rzucił w niego swoim sprzętem, a Gwiazdka pociskami. Gdy moje dłonie jako tako nadawały się do użytku, zaatakowałam chłopaka lodowymi gwiazdkami. Jedna wbiła mu się w ramie, ale bardzo szybko się rozpuściła. Unikałam kontaktu z jego kulami ognia. Moje ciało jest przystosowane do zimna, temperatura powyżej 10° parzy mnie jak przegotowana woda człowieka.... Mam pomysł! Rękę przystawiłam do boku pasa i wykonałam nią ostry, półkolisty ruch do góry. W całym pokoju zaczął padać gruby śnieg, temperatura spadła o kilkadziesiąt stopni. Obecnie było bodajże -5°, a temperatura co jakiś czas spadała.  Draco powoli siniał, oczy z czerwonych robiły się czarne, a ręce mu się trzęsły. Knight nie znosi zimna, a ja ciepła. Wcześniej w jego pokoju było ok. 30-40°. Ja rosłam w siłę, a on słabł.
-Mówiłam że wygram.- powiedziałem z kpiną. Chłopak spojrzał na mnie z dołu.-Co zrobiłeś Raven?
-Sama się przekonaj...- odpowiedział i zniknął w kłębie czarnego dymu, po pokoju rozniósł się zapach siarki.
-,,Sama się przekonaj..."- co on takiego miał na myśli? Przecież...O...O!-Kurwa- zaklęłam i pobiegłam do pokoju fioletowowłosej, której aura jest obecnie biała.

Raven

Widziałam ciemność. Nie bałam się jej. Ona zawsze mi towarzyszyła. Kiedy medytuje widzę ją, wierną towarzyszkę, która otula mnie swymi ramionami i pozwala zatracić się w błogim odpoczynku. Ta ciemność, była inna. Wysysała moją energię, trzymała na dystans. Czułam ból głowy. Jakby kilka igiełek wbijało mi się w skronie. Nogi mi zdrętwiały, a ręce były jak z ołowiu. Ostatnie co pamiętam to jak szłam spać. Teraz jestem tu, nic nie widzę, trzymana na dystans, przez ciemność, która kiedyś była mi bliska. ,,Rachel? Słyszysz mnie?". Usłyszałam delikatny głos Belli, przez który ból się powiększał. Upadłam na kolana i złapałam głowę w ręce.
-Cholera. Boli!- krzyknęłam. Nie dostałam odpowiedzi. Nic już nie słyszałam. Widziałam tylko ciemność. Kiedy ból minął, położyłam się na ziemi i oddychałam ciężko. Poczułam zimno. Lekkie zimno, takie znajome. Chłód, który był delikatny i łaskotał. Z ciemności zaczął spadać śnieg. Piękne, idealne, duże płatki śniegu, które połyskiwały swoim światłem.

Bestia

-,,Sama się przekonaj..."- gdy Bella powtórzyła słowa Knighta przeklęła i wybiegła z pokoju. Zmieniłem się w konia, wziąłem na grzbiet Dicka i z resztą tytanów pobiegliśmy za blondynką. Jak burza wpadła do pokoju przyjaciółki. Zastaliśmy tam widok co najmniej dziwny. Raven i Korbier walczyli. To znaczy dziewczyna walczyła. Strażnik robił uniki i próbował rozmawiać z przyjaciółką, której oczy były czerwone.
-Raven, ja wiem, że czasem między nami było źle, no ale żeby aż tak?- zrobił kilka uników. Odskoczył ale na ofiarę poszło biedne krzesło.- Raven! Niszczysz pokój!- powiedział i wzleciał pod postacią kruka do góry. Kruk zakraczał kilka razy, a Raven wkurzona objęła mocą łóżko które rzuciła w jego stronę.
-Przestań! Przestań, mówię!- krzyczała.
-Rae, proszę, uspokój się.- powiedziała łagodnie blondynka. -Zaraz tu będzie Hawk.- Raven rzuciła w przyjaciółkę książką i jakimiś fiolkami. Niebiesko oka szybko zrobiła tarczę którą wszystkich schowała. Szkło pękło z powodu zderzenia się z lodem. Pomarańczowy, zielony i biały dym wzniósł się do góry.
-Jaki plan?- zapytał Cyborg przywódcę.

-Nie mam pojęcia...- powiedział i złapał się za włosy. 
-Trzeba coś wymyślić. Inaczej ona nas pozabija!- krzyknął Cyborg. 
-No przecież wiem! Ale nigdy nie przemyślałem, że Raven coś opęta! 
-Nie coś tylko Knight! Kieruje jej ciałem, kontroluje to co robi, mówi. Przejął władze nad nią całą. 
-Jest jakiś sposób by...ją ... em...- Dick jąkał się nie wiedząc co powiedzieć. 
-Wypuścić? Tak. Musimy z nią walczyć. 
-Ale to nasza przyjaciółka! Nie możemy jej skrzywdzić!- krzyknąłem. Blondynka objęła się ramionami. 
-Raven... Jest dla mnie jak siostra. Dla mnie to też będzie trudne. Znam ją od dziecka. Ale to dla jej dobra i musimy to zrobić! 
-Ok... Plan jest taki: atakujemy, próbujemy zmęczyć i zatrzymać w miejscu. 
-A jeśli nie damy rady Nightwing? Raven zawsze była potężna, ale teraz wydaje się ze nie ma granic.- zapytała Gwiazdka ze zmartwieniem. 
-To prawda, nigdy nie używała pełni swoich mocy. Zawsze się powstrzymywała.- odpowiedział cicho Cyborg. 
-Będzie, co będzie. Musimy jej pomóc.- wstałem z miejsca, a za mną reszta drużyny. Bella pozbyła się tarczy i zaatakowaliśmy naszą przyjaciółkę. Cyborg wycelował w nią działkiem sonicznym, a Gwiazdeczka swoją mocą. Kiedy Raven była zajęta tamtą dwójka, ja zmieniłem się w geparda i podbiegłem do niej. Gdy byłem jakieś kilka metrów od niej zamieniłem się w nosorożca i zaatakowałem ją rogiem. Robin rzucił swoim dyskiem i związał ją kiedy leżała, powalona przez mój atak. Dziewczyna wyrywała się i walczyła z liną przywódcy, ale nie dawała im rady. Gwiazdka podeszła do niej wolnym krokiem. 
-Raven... proszę cię, wróć do nas.- Raven przestała się szamotać, pokiwała głową na boki i zamrugała kilka razy.
-Co się stało?- spytała, a Tytani uśmiechnęli się.
-Draco cię opętał. Pamiętasz?- Dick chciał się zbliżyć do dziewczyny ale nagle Bella stworzyła między nimi ścianę. 
-Nie podchodź! On nadal nią kieruje!- krzyknęła. Gwiazdeczka szybko od niej odskoczyła.- Jej aura nadal jest biała. Umysł Raven nie jest zdolny do kierowania ciałem w tej postaci! To sztuczka!- ciągle krzyczała. Podeszła do Raven, złapała ją za ramiona i przybliżyła swoją twarz do jej.- Oddaj mi ją Knight, albo zamrożę ci tą twoją szatańską dupę! Będziesz toną w moim lodzie, a twój płomień zgaśnie tak, że nawet ten twój ojciec ci nie pomoże!- wszyscy patrzyli w szoku na blondynkę. Zawszę uśmiechnięta i chodząca jak na dragach, teraz jak Mento. Włosy z blond zrobiły się ciemno niebieskie i lekko unosiły się w powietrzu. Podłoga, ściany i sufit pokrył szron, a w całym pokoju padał gęsty śnieg. Bella zamknęła oczy. Wszystko było zaśnieżone. Nagle puściła ją i oddaliła się od niej na kilka kroków. 
-Przepraszam...- wyszeptała i złapała się dłonią za usta. Nikt nie wiedział o co jej chodzi. Upadła na kolana i zaczęła płakać. Do komnaty wparował Hawk. Spojrzał na cały pokój i zatrzymał wzrok na Belli, która klęczała i płakała. Podszedł do niej i objął ją ramieniem, dziewczyna wtuliła się w chłopaka i zaczęła mocno szlochać. Podszedłem do fioletowowłosej i pochyliłem się nad nią. Dziewczyna uśmiechnęła się cwanie i rozerwała liny. Cofnąłem się kilka kroków do tyłu co spowodowało upadek. Tytani zmienili pozycje na gotowych do ataku, a Hawk i Bella podnieśli się z ziemi, Korbier stał koło pary. Kiedy Raven zaatakowała Dicka krzesłem, Gwiazdeczka szybko strzeliła w nie pociskiem. Cyborg zaatakował działkiem sonicznym, ja zmieniłem się w słonia i biegnąc na nią, powaliłem ją swoją trąbą. Richard rzucił w nią wybuchającym dyskiem, a Bella strzeliła w nią wielkimi, lodowymi ostrzami. Raven przeturlała się unikając noży. Kiedy leżała plackiem na podłodze do walki dołączył się Hawk. Swoje ostrze wbił w miejsce koło głowy dziewczyny, usiadł na jej nogach i złapał jej nadgarstki przytrzymując ją w miejscu. 
-Cholera. Silna jest.- mruknął i zaczął siłować się z siostrą. On w prawo, ona w lewo. W końcu Rae zrzuciła go z siebie. W tym momencie Dick zaczął z nią walkę wręcz. Nightwing zaatakował ją z kopniaka w udo, ale ona zablokowała go ręką. Chciała go złapać za nogę, ale chłopak szybko cofnął nogę zginając ją w kolanie, złapał Rave za ramiona i przyłożył jej w brzuch. Gdy dziewczyna zgięła się w pół z bólu, butem, a konkretnie obcasem, mocno zdeptała mu stopę, ale nie na czubie, tylko na sznurówkach, pochylił się z powodu ciosu, Rae to wykorzystała i przywaliła mu z pięści w twarz. Robin wyleciał w górę tracąc przytomność. Gwiazdka wzbiła się w powietrze, a fioletowowłosa za nią. Raven strzelała w nią czarną energią, a Star swoją mocą. Zmieniłem się w ptaka, a gdy przyjaciółka zamknęła kosmitkę w czarnej bańce, zmieniłem się w hipopotama lądując na Raven. Dziewczyna zrobiła unik przez co musiałem zmienia się w ptaka. Victor strzelał w nią swoim działkiem, jednak nie trafiał jej. Albo robiła uniki, albo tarczę. Strażnik już dawno wisiał nieprzytomny na ścianie. Kiedy ja zmieniłem się w lwa, Raven przywaliła Cyborgowi biblioteczką. Wszyscy tytani leżeli. Zostałem tylko ja, Hawk i Bella. Blondynka rzucała w  opętana nożami, gwiazdkami i kulami. Wszystko to był lód. Hawk wyjął zza kimona sai. Rzucił nimi w siostrę.

czwartek, 28 maja 2015

Niespodzianka!

Słuchajcie uważnie! Razem z moją niesamowitą i nie zastąpiona Beta Amy stworzyłyśmy stronkę na Facebook'u o TT.  Jest to fanpage poświęcony paringom, ciekawostkom i fanartom.
Tu macie link mordki:

Lily