poniedziałek, 27 kwietnia 2015
Nie rozdział.
Na wstępie powiem wam, że jestem mega zaskoczona. Nigdy nie pomyślałabym, że będzie was ponad 800. Tym czasem, odbieracie moją stronę nawet w USA i Francji. To jest coś niesamowitego i cieszę się że ktoś to w ogóle czyta. Jest was dokładnie 794. W Polsce-94. Francja-48. Belgia, USA-2 i Szwecja oraz Indie- 1. I to w tygodniu! Wszystkie statystyki to:
Jestem pod wielkim zaskoczeniem że tylu z was czyta opowiadania o TT. Dziękuje za to, i dziękuje też Amy Haruno która, komentuje mojego bloga. Dziękuje do następnego!
piątek, 24 kwietnia 2015
Rozdział 7 Tamaran
Starfire
Nocowanie było super. Gadałyśmy razem do północy. Obudziłyśmy się o szóstej. Gdy się przygotowałyśmy, zeszłyśmy na śniadanie. (Raven, Bella) W jadalni już czekali na nas chłopcy, ubrani tak jak zawsze. Raven jak zwykle musiała usiąść obok tego idioty Draco. Przez całe śniadanie zaczepiał ją i próbował zwrócić jej uwagę. Razem z dziewczynami zawinęłyśmy się ze śniadaniem.-Arello. Skończyłyśmy i z dziewczynami idziemy do mnie.-powiedziała Raven. We trzy wstałyśmy i udałyśmy się do pokoju Rae. Raven zamknęła drzwi i zablokowała mocą drzwi. Ja i Bella usiadłyśmy na łóżku a fioletowo włosa zaczęła szukać odpowiedniej księgi.
-Dobrze Gwiazdki, posłuchaj. Z prochu kości Darotów* narysuje znak portalów, kiedy znak zaświeci na czerwono wejdziesz w niego. Następnie poczujesz jak w twoje ciało wybijają się szpilki, kiedy ból minie, wyobrazisz sobie swój rodzinny zamek. Musisz się skupić bo jeśli pomyślisz o czymś innym przeniesie cię w równoległy wymiar, gdzie wszystko o czym pomyślisz, pojawi się. To bardzo niebezpieczne miejsce.
-Co może być niebezpiecznego w moim umyśle?-zachichotałam.
-Star, w tamtym wymiarze są strażnicy którzy pozbywają się nowych. Kiedy ty jesteś zajęta swoją wyobraźnią one cię atakują, nic innego nie widzisz, tylko to o czym myślisz. Atakują, nie wiesz kiedy, nie wiesz gdzie i jak. One żyją w tym wymiarze, widzą go takim jakim jest, nie mają wyobraźni, kierują się tylko instynktem zabójcy.
-Brzmi strasznie... Jestem gotowa!-wstałam z łóżka i podeszłam do Rae. Zaczęła rysować pyłem na podłodze symbol.
-Trzymaj to Star. Gdy będziesz gotowa do powrotu, potrzesz kamień pierścienia i powiesz 3 razy ,,zamek Azara, pokój Rachel Roth". Bella wręczyła mi pierścień z okrągłym, pomarańczowym kamieniem.
-Trzymaj to Star. Gdy będziesz gotowa do powrotu, potrzesz kamień pierścienia i powiesz 3 razy ,,zamek Azara, pokój Rachel Roth". Bella wręczyła mi pierścień z okrągłym, pomarańczowym kamieniem.
-Azarath... Metrion... Zintos!- Raven odmówiła formułkę a znak portalów rozbłysł czerwonym światłem. W pokoju zrobiło się ciemniej niż zwykle, wyglądało to jakby nic nie było, tylko czarna pustka i ten czerwony symbol. Niepewnie wstąpiłam na wyznaczone miejsce po środku. Poczułam ból na całym ciele, tak jak mówiła Rae. Ból trwał i trwał, ale nagle zniknął. Szybko wyobraziłam sobie mój zamek. Duży, lekko fioletowe prawie białe cegły z których jest zbudowany i wieże z pokojami. Blakfire najwyżej a moja niżej.Jest jeszcze trzecia najniższa. Lune'i. Na czubku każdej wieży są inicjały. B.F, S.F i L.D. Te piękne fioletowo różowe niebo i soczyście zielona trawa. Zaraz obok zamku stajnie z gorgorobami**. Wielkie na trzy metry stworzenia. Całe czarne z najeżonymi do góry, twardymi grzywnami. Te ich piękne czarne, duże oczy. Są trudne do okiełznania i tylko ktoś o dobrych zamiarach może do nich podejść. Wyczuwają to co mamy w sercu. Dlatego Kometa nie mogła ich nigdy dosiąść.
Poczułam skurcz w okolicy podbrzusza i tępy ból głowy. Mroczki pojawiły mi się przed oczami, a moje stopy oderwały się od podłogi. Zaobserwowałam tylko jak wokół mnie pojawia się czerwone światło. Oplatał mnie, łączył się z moją skórą by po chwili mnie uwolnić, opuścić, zostawić. Moje stopy odnalazły ziemie. Poczułam jak na moją twarz pada łuna trzech księżyców. Jestem w domu. Coś na mnie skoczyło, poczułam ciężar na plecach. Po chwili leżałam na ziemi przygnieciona i bez szans na uwolnienie się od napastnika. Nagle poczułam na mojej twarzy włosy owego napastnika i zapach rotugu. Lunea.
-Lu... Boli...- jęczałam z bólu. Kuzynka szybko wstała i podała mi rękę by mi pomóc. Podniosła mnie i mogłam jej się przyjrzeć. Białe włosy, ciemne oczy, prosty nos i jasne usta. Miała na sobie suknie i promieniała szczęściem.
-Ohh Kori stęskniłam się za tobą! Nudno tu jak w grobie bez ciebie! Co się stało że przyleciałaś? Pokłóciłaś się z kimś? Przecież kochasz Ziemie!
-Hahaha, spokojnie Lunea. Przybyłam tu po Wielką Księgę Zasad z Azarath. Moja przyjaciółka jen potrzebuje.
-Oh, oczywiście zaraz wybierzemy się do biblioteki królewskiej im. Wielkiego Horgyrga. Ale opowiadaj, co jej się takiego stało że jej potrzebuje?
-Opowiadałam ci o Raven?-Lu kiwnęła głową na tak-No więc jej ojciec, Trygon podpisał umowę z Draconem Knight'tem o jej małżeństwie. W zamian miał dostać więcej sług. Haczyk w tej umowie polegał na tym że Raven w dniu 18 urodzin miała już nie istnieć. Raven pokonała Trygona a umowa obowiązuje.
-Biedna...
-Tak obmyślałyśmy już plan, potrzebna nam WKZ.
Szłyśmy kamieniowaną drogą do zamku. Dobrze pamiętałam to miejsce. Popatrzyłam na stajnie z gorgorobami, na drzewo Rotugu*** i w końcu na wielkie, ciemne wrota. Otworzyła drzwi. Rozejrzałam się po zamku. Ciemna podłoga, jasno fioletowe ściany i duży tron. Biały ze srebrnymi zdobieniami. Skierowałyśmy się w drugi korytarz po lewej. Minęłyśmy cztery pary drzwi i w końcu dotarłyśmy do wielkie kraty. Otworzyłyśmy wrota i weszłyśmy do środka.
-Księga jest na samym końcu. W gablocie chronionej zagadką.
-Jak ona brzmi?
-Nie wiem, nikt nie wie. Gablota sama wybiera zagadki.- skinęła mi głową, a ja udałam się na koniec biblioteki. Stało tam podium z gablotką. W środku była księga. Ciemnobrązowa ze złotym ptakiem oraz literka ,,A" która w środku miała ametyst.
-Witaj moje dziecko.-usłyszałam głos kobiety. Był bardzo spokojny i miękki.-Wiem co cie sprowadza, jednak nie mogę ominąć zasad, nawet jeśli twe czyny są szlachetne. Jesteś gotowa?
-Tak.
-Oto ona. Słyszysz go, a nie widzisz, spotkasz - a nie schwytasz, jedni mówią, że on dobry - inni zaś, że zły.
Myślałam, myślałam i myślałam. Co to mogło być? Spotykam go, ale nie schwytam. Dobry, ale zły...Mam! Jestem genialna!
-Wiatr!
-Dobrze Kori. Masz prawo do Wielkiej Księgi Zasad Azarath.
-Dziękuje!-krzyknęłam kiedy w przypływie euforii wzniosłam się w powietrze. Wyleciałam z biblioteki i poleciałam do sali tronowej, gdzie zapewne jest teraz Lu. Siedziała na tronie i podpisywała jakiś dokument.
-Będę się zbierać Lu. Muszę zdążyć na obiad w Azarath.
-Poczekaj, przejedziemy się na gorgorobach?
-Oczywiście! Przebieraj się i idziemy!
Wróciła do mnie przebrana i gotowa. Ja też się przebrałam. Wyszłyśmy z zamku i udałyśmy się do stajni. Stajenni wyprowadzili Shadow i Lightning'a. Moja była samicą, czarną z białą kropką na górze łba. Lightning był na wpół czarny a na wół biały. Spojrzałam na Death light. Nigdy nie ujeżdżana. Należy do Komety, ale nigdy nie dała jej się dosiąść. Wpadłam na pomysł...
-Witaj moje dziecko.-usłyszałam głos kobiety. Był bardzo spokojny i miękki.-Wiem co cie sprowadza, jednak nie mogę ominąć zasad, nawet jeśli twe czyny są szlachetne. Jesteś gotowa?
-Tak.
-Oto ona. Słyszysz go, a nie widzisz, spotkasz - a nie schwytasz, jedni mówią, że on dobry - inni zaś, że zły.
Myślałam, myślałam i myślałam. Co to mogło być? Spotykam go, ale nie schwytam. Dobry, ale zły...Mam! Jestem genialna!
-Wiatr!
-Dobrze Kori. Masz prawo do Wielkiej Księgi Zasad Azarath.
-Dziękuje!-krzyknęłam kiedy w przypływie euforii wzniosłam się w powietrze. Wyleciałam z biblioteki i poleciałam do sali tronowej, gdzie zapewne jest teraz Lu. Siedziała na tronie i podpisywała jakiś dokument.
-Będę się zbierać Lu. Muszę zdążyć na obiad w Azarath.
-Poczekaj, przejedziemy się na gorgorobach?
-Oczywiście! Przebieraj się i idziemy!
Wróciła do mnie przebrana i gotowa. Ja też się przebrałam. Wyszłyśmy z zamku i udałyśmy się do stajni. Stajenni wyprowadzili Shadow i Lightning'a. Moja była samicą, czarną z białą kropką na górze łba. Lightning był na wpół czarny a na wół biały. Spojrzałam na Death light. Nigdy nie ujeżdżana. Należy do Komety, ale nigdy nie dała jej się dosiąść. Wpadłam na pomysł...
Raven
Gwiazdki długo nie było. Ja i Bella martwiliśmy się o nią, bo jeśli coś źle wyszło? Może teraz być zżerana przez te jebane kameleony wymiarowe. Dick baaardzo często pukał do naszych drzwi i pytał się o Starfire. Czasami też Bestia i Cyborg, ale to właśnie królewicz leginsów wkurzał nas najbardziej. Nic nie mówiłyśmy Richardowi o tym że Star wyruszyła na Tamaran bo już wcześniej, się nie zgodził. Uważał że jest to zbyt niebezpieczne. Może miał racje? Może to był głupi pomysł wart Bestii?
-Uspokój się kobieto! Na pewno jest bezpieczna!
-Może masz racje Bell... Ale co jeśli się nie udało?! Możemy już nigdy nie zobaczyć Star!
-Na pewno się udało! Gwiazdka jest dzielna i silna, a ty nigdy nie spaprałaś żadnego zaklęcia!
Nie byłam pewna co do tego portalu. Nigdy go nie robiłam i nigdy go nie ćwiczyłam. Obiad będzie za pół godziny, a Gwiazdeczki jeszcze nie ma. Musimy czekać aż wróci.
-Raven! Chce wrócić!- spojrzałam w dół na mój naszyjnik. Świeci się i lekko unosi w powietrzu. Szybko zabezpieczyłam pokój by nikt nic nie słyszał i nie był czuć wstrząsu po teleportacji. Ciemna mgła uniosła się w górę wraz z głośnym trzaskiem. Zasłona z mgły powoli opadała a ja z Anabellą zaczęłyśmy kasłać. Gdy mgła całkowicie opadła dostrzegłyśmy Gwiazdeczkę z jakimś stworzeniem podobnym do konia. Zwierze było niespokojne, wierzgało i prychało.
-Oh Star! Ty żyjesz! Martwiłyśmy się o ciebie!-Bella i ja rzuciłyśmy się na Gwiazdkę.
-Raven, to dla ciebie na urodziny! Nazywa się Death light. Należy do Komety ale myślę że się nie obrazi.-byłam w szoku. Te czarne, wielkie stworzenie jest dla mnie na urodziny?
-Star on jest piękny!-stworzenie było całe czarne, z czymś w rodzaju grzywy, postawionej na górę, ogon przypominał te u psów. Miało ok 3 m. co z moim 170 cm. jest śmieszne. Popatrzyłam na Star jak na idiotkę.
-Nie patrz się tak, tylko go pogłaszcz!-spojrzałam na nią, później na Death light i znów na Gwiazdeczkę. Ona jest jebnięta!
-No Raven, na co czekasz?-Bella śmiała się jak nienormalna, a przypominam. W moim pokoju stoi wielkie, czarne, być może wściekłe stworzenie o imieniu DEATH! Bella śmiała się i śmiała. Gwiazdka zrobiła dwa kroki do mnie i złapała mnie za rękę.
-Raven spokojnie. Wystaw rękę do góry... O właśnie! i poczekaj aż się w nią wtuli.-nie czekałam długo. Death light powąchała moją dłoń a później się w nią wtuliła. Jej sierść była miękka i lśniąca.-I jak wrażenia?
-To... niesamowite.-Death zamknęła oczy i pochyliła bardziej łeb. Była piękna chodź, wyglądała niebezpiecznie.
-Ja też chce!-pisnęła Bell. Gwiazdka złapała ją za rękę i poprowadził wolno do gorgoroba. Ja się wycofałam, a blondynka położyła na nim swoją rękę.-Wiesz, że prawie spóźniłaś się na obiad? Nightwing walił drzwiami i oknami, by sprawdzić, co z tobą.
-Naprawdę?
Star jest słodka. Zawsze uśmiechnięta i pełna energii. Niesamowita dziewczyna, niby delikatna i niestwarzająca zagrożenia, a jednak ma bardzo silne moce. Jest niezwykłą osobą. Bella? Bella jest wredna, arogancka i ma własny tok myślenia. Ale kocham ją jak siostrę. Zresztą ona dla mnie nią jest.
-Uspokój się kobieto! Na pewno jest bezpieczna!
-Może masz racje Bell... Ale co jeśli się nie udało?! Możemy już nigdy nie zobaczyć Star!
-Na pewno się udało! Gwiazdka jest dzielna i silna, a ty nigdy nie spaprałaś żadnego zaklęcia!
Nie byłam pewna co do tego portalu. Nigdy go nie robiłam i nigdy go nie ćwiczyłam. Obiad będzie za pół godziny, a Gwiazdeczki jeszcze nie ma. Musimy czekać aż wróci.
-Raven! Chce wrócić!- spojrzałam w dół na mój naszyjnik. Świeci się i lekko unosi w powietrzu. Szybko zabezpieczyłam pokój by nikt nic nie słyszał i nie był czuć wstrząsu po teleportacji. Ciemna mgła uniosła się w górę wraz z głośnym trzaskiem. Zasłona z mgły powoli opadała a ja z Anabellą zaczęłyśmy kasłać. Gdy mgła całkowicie opadła dostrzegłyśmy Gwiazdeczkę z jakimś stworzeniem podobnym do konia. Zwierze było niespokojne, wierzgało i prychało.
-Oh Star! Ty żyjesz! Martwiłyśmy się o ciebie!-Bella i ja rzuciłyśmy się na Gwiazdkę.
-Raven, to dla ciebie na urodziny! Nazywa się Death light. Należy do Komety ale myślę że się nie obrazi.-byłam w szoku. Te czarne, wielkie stworzenie jest dla mnie na urodziny?
-Star on jest piękny!-stworzenie było całe czarne, z czymś w rodzaju grzywy, postawionej na górę, ogon przypominał te u psów. Miało ok 3 m. co z moim 170 cm. jest śmieszne. Popatrzyłam na Star jak na idiotkę.
-Nie patrz się tak, tylko go pogłaszcz!-spojrzałam na nią, później na Death light i znów na Gwiazdeczkę. Ona jest jebnięta!
-No Raven, na co czekasz?-Bella śmiała się jak nienormalna, a przypominam. W moim pokoju stoi wielkie, czarne, być może wściekłe stworzenie o imieniu DEATH! Bella śmiała się i śmiała. Gwiazdka zrobiła dwa kroki do mnie i złapała mnie za rękę.
-Raven spokojnie. Wystaw rękę do góry... O właśnie! i poczekaj aż się w nią wtuli.-nie czekałam długo. Death light powąchała moją dłoń a później się w nią wtuliła. Jej sierść była miękka i lśniąca.-I jak wrażenia?
-To... niesamowite.-Death zamknęła oczy i pochyliła bardziej łeb. Była piękna chodź, wyglądała niebezpiecznie.
-Ja też chce!-pisnęła Bell. Gwiazdka złapała ją za rękę i poprowadził wolno do gorgoroba. Ja się wycofałam, a blondynka położyła na nim swoją rękę.-Wiesz, że prawie spóźniłaś się na obiad? Nightwing walił drzwiami i oknami, by sprawdzić, co z tobą.
-Naprawdę?
Star jest słodka. Zawsze uśmiechnięta i pełna energii. Niesamowita dziewczyna, niby delikatna i niestwarzająca zagrożenia, a jednak ma bardzo silne moce. Jest niezwykłą osobą. Bella? Bella jest wredna, arogancka i ma własny tok myślenia. Ale kocham ją jak siostrę. Zresztą ona dla mnie nią jest.
_____________________________________________________________________
*Dorot- Małe, wredne istotki które przeszkadzają mieszkańcom Azarath. Często są one niewidziane przez właścicieli domów. Mój wymysł.
**Gorgoroby- Wielkie stworzenia podobne do koni. Osiągają wielkość 3 m.
***Rotugu- Drzewo owocowe kwitnące od wiosny do jesieni. Owoce tego drzewa są trudne do zdobycia ponieważ mają one kolce.
niedziela, 29 marca 2015
Rozdział 6 Nocowanie!
Bestia
Siedziałem z Cyborgiem u mnie w pokoju i myśleliśmy. Co zrobić by się nie nudzić? I wtedy zabrzmiał komunikator. Jak wybawienie od zła wszelkiego otworzyłem urządzenie czekając na jakieś wieści.-Chłopaki, Raven nas wzywa. Macie minute by być u niej!-krótki monolog Robina i trzask zamykanego komunikatora.
Razem z Cybusiem udaliśmy się pod drzwi dziewczyny i zastaliśmy tam wszystkich Tytanów. Robin otworzył drzwi i weszliśmy do środka. Widok jaki tam zastaliśmy był powalający. Raven trzymająca wyrywającą się Bellę, był niesamowity. W końcu blondynka spojrzała na nas i opanowała się. Dopiero po chwili moje oczy dostrzegły, to na co chciała się rzucić dziewczyna. Z ust ciekła mi ślinka, gdy patrzyłem na górę zrobiona z ciastek, z tęczową posypką.
-Tak więc moi drodzy, mam pewien pomysł...Bella!- Raven wydarła się na blondynkę gdy ta chciała wyciągnąć rękę po ciastko. Dziewczyna schowała ręce za siebie, i pokazała swoje białe ząbki.-Tak więc jak już mówiłam mam pomysł,. Sądze że Bella nadawała by się na Tytankę.
-Co proszę?-powiedziała wyżej wymieniona dziewczyna i spojrzała na Raven jak na idiotkę.
-Pamiętasz naszą rozmowę, a oto mój pomysł. Genialnie panujesz nad mocami, władasz białą bronią i sztuki walki. Jesteś także sprawna fizycznie. Jestem pewna że była byś świetna w roli Młodego Tytana. Proszę Cię, jeśli zaliczysz test, zrobisz co zechcesz...
-Raven, jakie miała szkolenia?-zapytał Robin.
-Została szkolona przez jednego z najlepszych, Krezus Derto. Wyszkolona z łucznictwa, władaniu mieczem, sztyletem, bagnetami, maczugami. Radzi sobie też w walkach na pięści. Głównie karate, aikido, taekwondo, ale również inne style. Ma ogromne doświadczenie z mocą. Przeszła wszystkie szkolenia, zna techniki... zresztą zobaczycie sami.
-Hę?!-Bella była naprawdę zdziwiona, zresztą wszyscy byli! Jeszcze nikt nie widział by Raven tak się zaangażowaną!
-Spokojnie Gwiazdko, nie gryziemy.-zażartowałam. Udało mi się. Na twarzy Star od razu wypełzł uśmiech. Raven zaczęła ściągać koce, kołdry i poduszki na ziemie. Usiadłyśmy na przyszykowanych poduchach i zapadła niezręczna cisza. Wpadłam na pomysł...
-Dziewczyny...-gdy podniosły na mnie wzrok uśmiechnęłam się.
-O nie.... to ten uśmiech...-Riri zrobiła facepalm'a.
-,,Prawda lub prawda"...
Gwiazdeczka patrzyła na nas nieświadoma o co nam chodzi, tak więc pośpieszyłam z wyjaśnieniami. -,,Prawda lub prawda" to gra. Podobna do ,,Prawda lub wyzwanie", lecz w tej grze odpowiadasz tylko na pytania. Musimy odpowiadać szczerze. Pytania mogą dotyczyć wszystkiego. Możesz pytać obojętnie kogo, byle nie dwa razy z rzędu. Zaprezentujemy ci to razem z Riri.
-Nom okey... Czy ten osobnik którego miałaś mi przedstawić, jest chłopakiem?-poczułam jak na moją twarz wychodzą dwa rumieńce.
-Tak...-mruknęłam cicho, a Raven uśmiechnęła się lekko.-Ale jest tylko przyjacielem... poza tym...jest tak jakby legendą, a może bajką? Nie ważne, teraz Star. Co czujesz do Richarda?
-Em... no więc... on jest miły... i em...-uśmiechnęłam się i poruszyłam brwiami.
-Gwiazdko, ja nie pytam się jaki jest tylko co do niego czujesz.-Raven zaśmiała się cicho, a Star zakryła twarz dłońmi.
-Podoba mi się, ale boje się że on... nie odwzajemnia moich uczuć.-wyszeptała cicho. Raven przysiadła się do niej i otoczyła ramieniem.
-Gwiazdko. Gdyby tak było nie pocałował by cię w Tokio, nie złapał za rękę, nie był by zazdrosny o Wodnika.
-Tak więc moi drodzy, mam pewien pomysł...Bella!- Raven wydarła się na blondynkę gdy ta chciała wyciągnąć rękę po ciastko. Dziewczyna schowała ręce za siebie, i pokazała swoje białe ząbki.-Tak więc jak już mówiłam mam pomysł,. Sądze że Bella nadawała by się na Tytankę.
-Co proszę?-powiedziała wyżej wymieniona dziewczyna i spojrzała na Raven jak na idiotkę.
-Pamiętasz naszą rozmowę, a oto mój pomysł. Genialnie panujesz nad mocami, władasz białą bronią i sztuki walki. Jesteś także sprawna fizycznie. Jestem pewna że była byś świetna w roli Młodego Tytana. Proszę Cię, jeśli zaliczysz test, zrobisz co zechcesz...
-Raven, jakie miała szkolenia?-zapytał Robin.
-Została szkolona przez jednego z najlepszych, Krezus Derto. Wyszkolona z łucznictwa, władaniu mieczem, sztyletem, bagnetami, maczugami. Radzi sobie też w walkach na pięści. Głównie karate, aikido, taekwondo, ale również inne style. Ma ogromne doświadczenie z mocą. Przeszła wszystkie szkolenia, zna techniki... zresztą zobaczycie sami.
-Hę?!-Bella była naprawdę zdziwiona, zresztą wszyscy byli! Jeszcze nikt nie widział by Raven tak się zaangażowaną!
-Dobrze Rae, sprawdzony jakie są jej umiejętności.
-Dobrze ja muszę iść. Bell się wami zajmie.
I tyle ją widzieliśmy...
Raven
Wyszłam z pokoju i od razu, razem z Arellą, bez słowa skierowałyśmy się do Wielkiej Sali. Gdy byłam przy drzwiach Arella rzekła:
-Rada życzy sobie tylko twojej obecności. Masz się zachowywać i nie krzyczeć.
-Czyli mam nie być sobą, tylko sobą spokojną?
-Tak.-krótka odpowiedź i już jej nie ma. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi. Sala była jasna. Białe ściany, srebrne kafelki, i niekończący się sufit. Na środku długi, również biały stół ustawiony tak by cała rada mogła mnie widzieć. Ostatni raz byłam tu gdy dowiedziałam się, co Trygon chce ze mną zrobić. Popatrzyłam się na znajdujących się tam osobników. Wilki. Wilk wody, Wilki słońca i księżyca, Wilk ognia, Wilk ziemi, Wilk powietrza, Wilk elektryczności, Wilk kosmosu, Wilk czasu. Razem tworzą Rade bogów. Dziesięć potężnych wilków.
-Rachel Roth...-zaczął Sun.
-Księżniczka Azarath...-dokończył Moon.
-Obecnie zamieszkująca...
-Planetę Ziemia...
-Sun, Moon.-Time przeją pałeczkę- Jeśli będziecie tak mówić, nie wyrobimy się w godzinie.
-To może uzgodnijcie kto będzie mówił?-podsunęłam pomysł.
- Cosmos.-Sun popatrzyła na żółto- fioletowego wilka i kiwnęła pyskiem.
-Tak więc... Twoje małżeństwo z księciem Draconem Knight'em, wiąże się z opuszczeniem Ziemi i objęciem w spół rządów nad Peccatum mundi*. A Twoja osoba zostanie wymazana ze wspomnień zamieszkujących tam ludzi, łącznie z Twoimi przyjaciółmi. Próbowaliśmy mu wytłumaczyć że na Azarath panują inne zasady, lecz umowa była podpisana na Peccatum mundi, tak więc nie mogliśmy nic zdziałać, jako iż nasze dowództwo tam nie obowiązuje.-zdziwiłam się że nawet Moon, Wilk księżyca, nie ma tam władzy. O ile mi wiadomo w tamtym wymiarze jest zawsze ciemno.
-Uważamy że najlepszym wyjściem będzie poprowadzenie ceremonii tu, na Azarath. Znamy Twoje plany co do Wielkiej Księgi Zasad. Myślimy że mogła by się przydać.-Sun dobrze mówi. Jeżeli Ceremonia powiązania odbędzie się na Azarath, będę mogła zadziałać wedle naszych zasad. A w WKZ, na pewno będę mogła znaleźć odpowiedni podpunkt do niedopuszczenia ślubu.
-Na razie trzeba grać na czas. Ceremonia ma być poprowadzona w dniu Słońca i Księżyca. Kiedy Sun i Moon wzniosą słońce i księżyc tak, by znalazły się na jednej linii. Do niego zostało dwa tygodnie. Masz już plan?
-Tak Wilku elektryczności. Moja przyjaciółka pochodzi z Tamaran, obiecała pomóc i jutro na niego wyrusza. Jest księżniczką więc nie będzie problemów.
-Czy na pewno można jej ufać?-Fire jak zawsze surowy.
-Tak Wilku ognia. Starfire jest jedną z Tytanów. Nie raz udowodniła że ma dobre serce.
-I dobre serce, może czasem zabłądzić Rachel.- Water.
-Wiem Bogini wody, ale ufam Star bezgranicznie.
-W takim razie, dobrze. Księżniczka Tamaranu Koriand'r, wyruszy jutro o 8:00...-Fire
-Naradę uważam za zakończoną. Było miło znów cię widzieć Rachel.-Sun.
-Jesteś naprawdę zdolną hybrydą. I choć masz w sobie demona, masz swój rozum. Nie kierujesz się rozumem, stworzeń z In profundum inferi**. Ciekawy przypadek, Twoja demoniczna część jest znacznie większa niż ta z Azarath. A jednak to silna wola bycia dobrą pokonuje Toporagno***.
Skłoniłam się i odeszłam. Sprawdziłam czas, patrząc na księżyc.~21:10. Wróciłam do swojego pokoju. To co tam ujrzałam mnie przeraziło. Okruszki po ciastkach leżały wszędzie, a Robin i Starfire, robili wszystko by odgonić Bestie, Bellę i Cyborga od ciastek. Zaśmiałam się cicho i jednym ruchem sprawiłam, że tacka z trzema ciastkami znalazła się obok mnie.
-Nareszcie! Nie było cię 40 min. A te żarłoki...-wskazał na trójkę winowajców- mało co nie zjedli ci ciastek!
-Riri! Jak było na Naradzie dziesięciu żywiołów?
-Dobrze. Ustaliliśmy plan i godzinę w której Gwiazdka poleci na Tamaran, a do tego gadaliśmy o Toporaganie!-rzuciłam się na łóżko.
-Oj...-tylko tyle wyjąkała Bella.
-Jaka znów Toporgana?-Nightwing.
-To diabelskie wcielenie Riri. Wygląda jak damska wersja Trygona.
-Aa, chodzi ci o te czerwone oczy i w ogóle?-intelekt Bestii mnie czasami zadziwia.
-To dopiero pierwszy stopień. Gdy osiągnie furię, zamienia się ostatecznie. Na szczęście regularne medytowania i zioła uspokajające, pomagają zachować równowagę.
-Taa...-nagle przypomniałam sobie pomysł Belli z nocowaniem- Star dziś nocowanie u mnie w pokoju, Bell też będzie.
-I będzie więcej ciasteczek!
-Tak Bello, więcej ciasteczek.- pokręciłam głową z politowaniem-Piegusek!- skrzat znów się pojawił i ukłonił.
-W czym piegusek może pomóc?
- Przygotuj dużo przekąsek, ale nie przesadź! Dziś trzy-osobowa nocka.
-Tak jest!-znikną w dymie z uśmiechem.
-Papa chłopcy, a ty Star przychodzisz tu za dziesięć minut w piżamie.
I wygoniłam wszystkich. Została tylko Bella gdyż ona swoje ubrania morze magicznie zmienić.
Poszłam do łazienki się umyć. Po dziesięciu minutach skończyłam, a ubrania zmieniłam magicznie. Wyszłam z łazienki już ubrana, a moje miejsce zajęła Raven. Wyszła tak samo jak trochę później, bo ona nie użyła magi. Zaraz potem do sypialni weszła nieśmiało Gwiazdka. Podeszłam do niej i złapałam za rękę. -Czyli mam nie być sobą, tylko sobą spokojną?
-Tak.-krótka odpowiedź i już jej nie ma. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi. Sala była jasna. Białe ściany, srebrne kafelki, i niekończący się sufit. Na środku długi, również biały stół ustawiony tak by cała rada mogła mnie widzieć. Ostatni raz byłam tu gdy dowiedziałam się, co Trygon chce ze mną zrobić. Popatrzyłam się na znajdujących się tam osobników. Wilki. Wilk wody, Wilki słońca i księżyca, Wilk ognia, Wilk ziemi, Wilk powietrza, Wilk elektryczności, Wilk kosmosu, Wilk czasu. Razem tworzą Rade bogów. Dziesięć potężnych wilków.
-Rachel Roth...-zaczął Sun.
-Księżniczka Azarath...-dokończył Moon.
-Obecnie zamieszkująca...
-Planetę Ziemia...
-Sun, Moon.-Time przeją pałeczkę- Jeśli będziecie tak mówić, nie wyrobimy się w godzinie.
-To może uzgodnijcie kto będzie mówił?-podsunęłam pomysł.
- Cosmos.-Sun popatrzyła na żółto- fioletowego wilka i kiwnęła pyskiem.
-Tak więc... Twoje małżeństwo z księciem Draconem Knight'em, wiąże się z opuszczeniem Ziemi i objęciem w spół rządów nad Peccatum mundi*. A Twoja osoba zostanie wymazana ze wspomnień zamieszkujących tam ludzi, łącznie z Twoimi przyjaciółmi. Próbowaliśmy mu wytłumaczyć że na Azarath panują inne zasady, lecz umowa była podpisana na Peccatum mundi, tak więc nie mogliśmy nic zdziałać, jako iż nasze dowództwo tam nie obowiązuje.-zdziwiłam się że nawet Moon, Wilk księżyca, nie ma tam władzy. O ile mi wiadomo w tamtym wymiarze jest zawsze ciemno.
-Uważamy że najlepszym wyjściem będzie poprowadzenie ceremonii tu, na Azarath. Znamy Twoje plany co do Wielkiej Księgi Zasad. Myślimy że mogła by się przydać.-Sun dobrze mówi. Jeżeli Ceremonia powiązania odbędzie się na Azarath, będę mogła zadziałać wedle naszych zasad. A w WKZ, na pewno będę mogła znaleźć odpowiedni podpunkt do niedopuszczenia ślubu.
-Na razie trzeba grać na czas. Ceremonia ma być poprowadzona w dniu Słońca i Księżyca. Kiedy Sun i Moon wzniosą słońce i księżyc tak, by znalazły się na jednej linii. Do niego zostało dwa tygodnie. Masz już plan?
-Tak Wilku elektryczności. Moja przyjaciółka pochodzi z Tamaran, obiecała pomóc i jutro na niego wyrusza. Jest księżniczką więc nie będzie problemów.
-Czy na pewno można jej ufać?-Fire jak zawsze surowy.
-Tak Wilku ognia. Starfire jest jedną z Tytanów. Nie raz udowodniła że ma dobre serce.
-I dobre serce, może czasem zabłądzić Rachel.- Water.
-Wiem Bogini wody, ale ufam Star bezgranicznie.
-W takim razie, dobrze. Księżniczka Tamaranu Koriand'r, wyruszy jutro o 8:00...-Fire
-Naradę uważam za zakończoną. Było miło znów cię widzieć Rachel.-Sun.
-Jesteś naprawdę zdolną hybrydą. I choć masz w sobie demona, masz swój rozum. Nie kierujesz się rozumem, stworzeń z In profundum inferi**. Ciekawy przypadek, Twoja demoniczna część jest znacznie większa niż ta z Azarath. A jednak to silna wola bycia dobrą pokonuje Toporagno***.
Skłoniłam się i odeszłam. Sprawdziłam czas, patrząc na księżyc.~21:10. Wróciłam do swojego pokoju. To co tam ujrzałam mnie przeraziło. Okruszki po ciastkach leżały wszędzie, a Robin i Starfire, robili wszystko by odgonić Bestie, Bellę i Cyborga od ciastek. Zaśmiałam się cicho i jednym ruchem sprawiłam, że tacka z trzema ciastkami znalazła się obok mnie.
-Nareszcie! Nie było cię 40 min. A te żarłoki...-wskazał na trójkę winowajców- mało co nie zjedli ci ciastek!
-Riri! Jak było na Naradzie dziesięciu żywiołów?
-Dobrze. Ustaliliśmy plan i godzinę w której Gwiazdka poleci na Tamaran, a do tego gadaliśmy o Toporaganie!-rzuciłam się na łóżko.
-Oj...-tylko tyle wyjąkała Bella.
-Jaka znów Toporgana?-Nightwing.
-To diabelskie wcielenie Riri. Wygląda jak damska wersja Trygona.
-Aa, chodzi ci o te czerwone oczy i w ogóle?-intelekt Bestii mnie czasami zadziwia.
-To dopiero pierwszy stopień. Gdy osiągnie furię, zamienia się ostatecznie. Na szczęście regularne medytowania i zioła uspokajające, pomagają zachować równowagę.
-Taa...-nagle przypomniałam sobie pomysł Belli z nocowaniem- Star dziś nocowanie u mnie w pokoju, Bell też będzie.
-I będzie więcej ciasteczek!
-Tak Bello, więcej ciasteczek.- pokręciłam głową z politowaniem-Piegusek!- skrzat znów się pojawił i ukłonił.
-W czym piegusek może pomóc?
- Przygotuj dużo przekąsek, ale nie przesadź! Dziś trzy-osobowa nocka.
-Tak jest!-znikną w dymie z uśmiechem.
-Papa chłopcy, a ty Star przychodzisz tu za dziesięć minut w piżamie.
I wygoniłam wszystkich. Została tylko Bella gdyż ona swoje ubrania morze magicznie zmienić.
Bella
-Spokojnie Gwiazdko, nie gryziemy.-zażartowałam. Udało mi się. Na twarzy Star od razu wypełzł uśmiech. Raven zaczęła ściągać koce, kołdry i poduszki na ziemie. Usiadłyśmy na przyszykowanych poduchach i zapadła niezręczna cisza. Wpadłam na pomysł...
-Dziewczyny...-gdy podniosły na mnie wzrok uśmiechnęłam się.
-O nie.... to ten uśmiech...-Riri zrobiła facepalm'a.
-,,Prawda lub prawda"...
Gwiazdeczka patrzyła na nas nieświadoma o co nam chodzi, tak więc pośpieszyłam z wyjaśnieniami. -,,Prawda lub prawda" to gra. Podobna do ,,Prawda lub wyzwanie", lecz w tej grze odpowiadasz tylko na pytania. Musimy odpowiadać szczerze. Pytania mogą dotyczyć wszystkiego. Możesz pytać obojętnie kogo, byle nie dwa razy z rzędu. Zaprezentujemy ci to razem z Riri.
-Nom okey... Czy ten osobnik którego miałaś mi przedstawić, jest chłopakiem?-poczułam jak na moją twarz wychodzą dwa rumieńce.
-Tak...-mruknęłam cicho, a Raven uśmiechnęła się lekko.-Ale jest tylko przyjacielem... poza tym...jest tak jakby legendą, a może bajką? Nie ważne, teraz Star. Co czujesz do Richarda?
-Em... no więc... on jest miły... i em...-uśmiechnęłam się i poruszyłam brwiami.
-Gwiazdko, ja nie pytam się jaki jest tylko co do niego czujesz.-Raven zaśmiała się cicho, a Star zakryła twarz dłońmi.
-Podoba mi się, ale boje się że on... nie odwzajemnia moich uczuć.-wyszeptała cicho. Raven przysiadła się do niej i otoczyła ramieniem.
-Gwiazdko. Gdyby tak było nie pocałował by cię w Tokio, nie złapał za rękę, nie był by zazdrosny o Wodnika.
-Zazdrosny?-Star spojrzała na Raven ze zdziwieniem, ona tylko pokiwała głową.
-Jesteście sweetaśne. Tylko zajadać.-jak na zawołanie pojawił się Piegusek z przekąskami. Góra ciastek, Kawałki ciast, zimne napoje i gorące. Skrzat prze lewitował jedzenie na wielkie biurko Riri. Wskazałam na Gwiazdkę.-Teraz twoja kolej. Pytaj o co chcesz.
-Hmm... Okey, mam. Jak się poznałyście?
-To było podczas Święta Wilka lodu, Icy. Na mojej planecie jest jednym z najważniejszych Bogów. Na Azarath jest jeden, jedyny dzień w którym pada śnieg. Dlatego mieszkańcy Regnum gelu*** w ten jeden jedyny dzień przybywają na Azara.
-Hmm... Okey, mam. Jak się poznałyście?
-To było podczas Święta Wilka lodu, Icy. Na mojej planecie jest jednym z najważniejszych Bogów. Na Azarath jest jeden, jedyny dzień w którym pada śnieg. Dlatego mieszkańcy Regnum gelu*** w ten jeden jedyny dzień przybywają na Azara.
-Bella i ja byłyśmy nieznośne. Bella zaczęła robić psikusy, a ja to widziałam więc pomogłam jej. Niestety widziała to także Bogini Lodu.-Raven zaśmiała się cicho.
-To było genialne! Stanęła za nami i popatrzyła tak... groźnie! Potem wzięła nas za sukienki i w pysku zaniosła nas do naszych rodziców. Potem miałyśmy dwu godzinne kazania nad zachowaniem księżniczek. Tak się poznałyśmy, później doszły spacery, wspólne nauki i nocowania. Jako jedyna, oprócz Hawk'a miałam na nią łagodzący wpływ. Przy mnie rzadziej zdarzały się wybuchy różnych rzeczy. Tak się działo dopóki w wieku dziewięciu lat nie przemieniła się w Toporgane. Wtedy Arella kazała jej się zmienić.
- Co takiego spowodowało przemianę?
-Wieść o planach Trygona. Dowiedziałam się o nich w Wielkiej Sali. Kiedy Sun i Moon to mówił wpadłam w furię i zniszczyłam całą WS.
-Dobra teraz ja. Gwiazdko jak jest na Tamaranie?
-Oh jest cudownie! Niebo jest fioletowo różowe z widokiem na niektóre planety. Wszyscy u nas noszą fioletowe stroje podobne do tych moich. Jest po prostu pięknie!
-Liczę że zobaczę go na własne oczy. Jak jest na misjach?-zapytałam. Jeśli Raven wkręciła mnie w tą robotę to chociaż muszę się dowiedzieć, co i jak.
___________________________________________________________________
*Peccatum mundi-Grzech świata łac.
**In profundum inferi- Głębia piekieł łac.
***Toporagno- diablica łac.
****Regnum gelu-Królestwo mrozu łac.
-To było genialne! Stanęła za nami i popatrzyła tak... groźnie! Potem wzięła nas za sukienki i w pysku zaniosła nas do naszych rodziców. Potem miałyśmy dwu godzinne kazania nad zachowaniem księżniczek. Tak się poznałyśmy, później doszły spacery, wspólne nauki i nocowania. Jako jedyna, oprócz Hawk'a miałam na nią łagodzący wpływ. Przy mnie rzadziej zdarzały się wybuchy różnych rzeczy. Tak się działo dopóki w wieku dziewięciu lat nie przemieniła się w Toporgane. Wtedy Arella kazała jej się zmienić.
- Co takiego spowodowało przemianę?
-Wieść o planach Trygona. Dowiedziałam się o nich w Wielkiej Sali. Kiedy Sun i Moon to mówił wpadłam w furię i zniszczyłam całą WS.
-Dobra teraz ja. Gwiazdko jak jest na Tamaranie?
-Oh jest cudownie! Niebo jest fioletowo różowe z widokiem na niektóre planety. Wszyscy u nas noszą fioletowe stroje podobne do tych moich. Jest po prostu pięknie!
-Liczę że zobaczę go na własne oczy. Jak jest na misjach?-zapytałam. Jeśli Raven wkręciła mnie w tą robotę to chociaż muszę się dowiedzieć, co i jak.
___________________________________________________________________
*Peccatum mundi-Grzech świata łac.
**In profundum inferi- Głębia piekieł łac.
***Toporagno- diablica łac.
****Regnum gelu-Królestwo mrozu łac.
niedziela, 15 lutego 2015
Rozdział 5 Pomysł Belli i ....TĘCZOWE CIACHA!!
Bella
Dwa dni minęły, w ciągu których Raven się regenerowała. Jej stan poprawia się zaskakująco wolno, ale jednak. Strażnik przychodził tylko kiedy nie było jej przyjaciół, nie chciał się na razie ujawniać. Czuwałam przy niej, dzień i noc...- Raven, błagam niech to się już skończy! Obudź się! Błagam...- jak zawsze siedziałam z prawej strony. Wzięłam jej rękę w moje i czekałam... Nagle coś poczułam, lekkie ściśniecie. Delikatne. Otworzyłam oczy. Mrugnięcie. Tak budzi się!- Straż! - w mgnieniu oka, przez drzwi wszedł wysoki, umięśniony, na oko może trzydziestoparoletni mężczyzna o brązowych włosach z czarnymi końcówkami i czarnymi oczami.
-Księżniczka wzywała?- ukłonił się nisko i szybko wyprostował.
-Tak Raimundo, zawiadom Królową że księżniczka się przebudza.- cichy jęk ze strony łóżka oprzytomniał mężczyznę i szybko wyszedł z sypialni.
-Raven. Kochana, jak się czujesz?- zapytałam gdy całkowicie otworzyła oczy.
-Wody...- jęknęła, a ja szybko zmaterializowałam szklankę z wodą i jej podałam. Wypiła ją szybko i odesłała szklankę do kuchni.- Co się stało?
- Co się stało?! Ty mi to powiedz! Za jakie grzechy ty użyłaś tego zaklęcia?! Wiesz jakie to ma konsekwencje!A jednak to zrobiłaś!-nic więcej nie powiedziałam bo Raven mnie przytulił. Na początku byłam w wielkim szoku, ale po sekundzie odwzajemniłam uścisk.
-Rachel! Czyś ty zgłupiała?!-Korbier wleciał przez okno i szybko zmaterializował się w człowieka.- Wiesz ty w ogóle co mogło się stać?! Musisz się go pozbyć!
-Wiem... Ale to był jedyny sposób. Ja i Dick nie mogliśmy sobie z nim poradzić!
-Raven!- do pokoju fioletowo włosej weszli jej przyjaciele.
-A ten to znowu kto?!-z ust Cyborga padło pytanie.
-Elo...-Korbier pomachał ręką i spojrzał na fioletowo włosą.
-To jest...- oczy Rae utkwione w mnie w błagalnym spojrzeniu, nie dawały mi spokoju. Westchnęłam i usiadłam na skraju łóżka.
- To jest Korbier. Korbier jest strażnikiem. Nie, nie takim jak strażnicy w zamku, raczej coś jak mój opiekun, tyle że Polaris jest zwierzęciem magicznym i zmienia się w przedmioty. Korbier jest magiem i zmienia się w kruka. Tak można mu ufać.- do mojej odpowiedzi dodałam piękny uśmiech i gotowe.
- Ale od kiedy...- Nightwing nie dawał spokoju z pytaniami.
-Od początku, przychodził gdy was nie było.
-Jak ty to robisz?- kolejne bezsensowne pytanie Bestii.
-Telepatia młotku.-byłam już nimi znudzona. Może i jestem miła, ale jak coś mnie wkurza to jestem naprawdę wredna. Mieli naprawdę zdziwione miny gdy to określenie padło z MOICH ust. Raven uśmiechnęła się zadowolona.
-Wróciła moja wredna Bellunia.- rozłożyła ręce a ja się w nią wtuliłam. Kochała mnie taką wredną.- A właśnie coś mi się przypominało. Bell pamiętasz jak nas uczono zasad, tu panujących? Arella mówiła coś że niektóre bardziej zawiłe i zasady dla mieszkańców spisano w nowej księdze. Obecnej, a stara z całymi zasadami została w prezentowana innej planecie, w dowód wdzięczności.
- Tak, coś kojarzę... ale co to ma wspólnego z twoim ślubem?
- A to, że może tam jest jakaś zasada mówiąca o moim przypadku.
- Dobra, jaka to była planeta?
Raven spojrzała na Gwiazdkę i uśmiechnęła się.
- Tamaran.
Raven
-Tamaran.- odpowiedziałam. Gwiazdka jako ich księżniczka, może dostać się do ich biblioteki, która jak zakładam, posiada zasady Azarath.
-Och Raven z wielką chęcią ci pomogę. A jeśli do tego mam spotkać się z moją kuzynką... Jeszcze dziś wyruszę.
-Dziękuje Star.- lekko uśmiechnęłam się do nich.
- Rachel!- do pokoju wpadł Dracon.- Co oni do licha tu robią?! Staraż!- o nie tak się bawić nie będziemy! Gdy straż weszła do mojego pokoju a Knight wskazał na moich przyjaciół, miarka się przebrała.
-Stać! Oni tu zostają! Ty Knight, nie!
- Ale kiciuś...- nie patrząc na nieproszonego gościa wzięłam następny łyk wody. Straż skinęła głowami i "wyprosiło" Draco z mojej sypialni. Westchnęłam cicho.
-Raven dobrze się czujesz?
- Tak Dick, już mi lepiej.
- A będzie jeszcze lepiej, jak pozbyjesz się tego oszołoma z główki.- już chciałam go skarcić ale Korbier się odezwał.
- Zielony ma racje Raven, musisz się go pozbyć...
- Zielony? O ty!-Victor przytrzymał Beast boy'a a ten zaczął się wyrywać.
- A co może mam powiedzieć oliwkowy?- zaśmiał się zmysłowo. Zamienił w kruka, trochę większego nisz zwykły, skiną głową mi, Belli, Tytanom i odleciał.
- Odpocznij. Przed rytuałem, pójdziemy na spacer z Polaris.- przytaknęłam ochoczo. ,,Bell, wyjdziesz? Chce pogadać z przyjaciółmi". Bella skinęła głową i wyszła.
- Mam nadzieje że wszystko pójdzie dobrze.- odkryłam kołdrę o wstałam. Z szafy wzięłam satynowy, lekko fioletowy szlafroczek ze zdobieniami z czarnej nici. Rozpuściłam włosy i przeczesałam je palcami. Zaprosiłam ich gestem dłoni na kanapę. Ja podeszłam do biblioteczkę i wyjęłam brązową, skórzaną książkę ze złotymi zdobieniami.
-W 1309 r. Tamaran i Azarath toczyło wojnę. Byli zaciekłymi wrogami. Podczas niej, na księżniczkę Magpie* zawalał się zamek. Król Arvidush, widząc to szybko zareagował. Uratował jej życie, a w dowód wdzięczności podarowano Tamarańskiej bibliotece własnoręcznie spisane prawa Azarath. Dzięki pomocy króla Magpie i Falcon**-jej syn-przeżyli. Tak zakończyła się wojna.
Spojrzałam na moich towarzyszy. Gwiazdka myślała, Nightwing tak samo, a Cyborg i BB? Spali. Westchnęłam cicho. Ci nie rozumieją powagi sytuacji...
- Raven, masz moje słowo że nie wrócę bez księgi. Myślę że Lunae* nam pomoże.- szczery uśmiech Star był mi niezbędny.
-Dziękuje...-urwałam gdy do mojego pokoju wbiegła Bella, a za nią dumnym krokiem Polaris. Bella była już przebrana, co dawało mi do zrozumienia że mamy już wychodzić.-Zaraz wyjdziemy tylko się przebiorę.-zapewniłam dziewczynę. Polaris wskoczyła na moje łóżko i rozejrzała się po pokoju. Omiotła znudzonym spojrzeniem każdego z Tytanów, a zatrzymała go dopiero na mnie. Wstała i skłoniła głowę nisko, a ja odpowiedziałam jej tym samym. Weszłam do mojej łazienki i zaczęłam się przebierać Wyszłam z łazienki i razem z Bellą zeszłyśmy krętymi schodami na dół. Wszyscy mi się kłaniali jak za dawnych czasów. Denerwowali mnie tym, ale jakoś musiałam to ścierpieć.
-Jak za dawnych czasów. Prawda?-uśmiechnęłam się na te wszystkie nasze wspólnie spędzone chwile.-Stać! Oni tu zostają! Ty Knight, nie!
- Ale kiciuś...- nie patrząc na nieproszonego gościa wzięłam następny łyk wody. Straż skinęła głowami i "wyprosiło" Draco z mojej sypialni. Westchnęłam cicho.
-Raven dobrze się czujesz?
- Tak Dick, już mi lepiej.
- A będzie jeszcze lepiej, jak pozbyjesz się tego oszołoma z główki.- już chciałam go skarcić ale Korbier się odezwał.
- Zielony ma racje Raven, musisz się go pozbyć...
- Zielony? O ty!-Victor przytrzymał Beast boy'a a ten zaczął się wyrywać.
- A co może mam powiedzieć oliwkowy?- zaśmiał się zmysłowo. Zamienił w kruka, trochę większego nisz zwykły, skiną głową mi, Belli, Tytanom i odleciał.
- Odpocznij. Przed rytuałem, pójdziemy na spacer z Polaris.- przytaknęłam ochoczo. ,,Bell, wyjdziesz? Chce pogadać z przyjaciółmi". Bella skinęła głową i wyszła.
- Mam nadzieje że wszystko pójdzie dobrze.- odkryłam kołdrę o wstałam. Z szafy wzięłam satynowy, lekko fioletowy szlafroczek ze zdobieniami z czarnej nici. Rozpuściłam włosy i przeczesałam je palcami. Zaprosiłam ich gestem dłoni na kanapę. Ja podeszłam do biblioteczkę i wyjęłam brązową, skórzaną książkę ze złotymi zdobieniami.
-W 1309 r. Tamaran i Azarath toczyło wojnę. Byli zaciekłymi wrogami. Podczas niej, na księżniczkę Magpie* zawalał się zamek. Król Arvidush, widząc to szybko zareagował. Uratował jej życie, a w dowód wdzięczności podarowano Tamarańskiej bibliotece własnoręcznie spisane prawa Azarath. Dzięki pomocy króla Magpie i Falcon**-jej syn-przeżyli. Tak zakończyła się wojna.
Spojrzałam na moich towarzyszy. Gwiazdka myślała, Nightwing tak samo, a Cyborg i BB? Spali. Westchnęłam cicho. Ci nie rozumieją powagi sytuacji...
- Raven, masz moje słowo że nie wrócę bez księgi. Myślę że Lunae* nam pomoże.- szczery uśmiech Star był mi niezbędny.
-Dziękuje...-urwałam gdy do mojego pokoju wbiegła Bella, a za nią dumnym krokiem Polaris. Bella była już przebrana, co dawało mi do zrozumienia że mamy już wychodzić.-Zaraz wyjdziemy tylko się przebiorę.-zapewniłam dziewczynę. Polaris wskoczyła na moje łóżko i rozejrzała się po pokoju. Omiotła znudzonym spojrzeniem każdego z Tytanów, a zatrzymała go dopiero na mnie. Wstała i skłoniła głowę nisko, a ja odpowiedziałam jej tym samym. Weszłam do mojej łazienki i zaczęłam się przebierać Wyszłam z łazienki i razem z Bellą zeszłyśmy krętymi schodami na dół. Wszyscy mi się kłaniali jak za dawnych czasów. Denerwowali mnie tym, ale jakoś musiałam to ścierpieć.
-Byłyśmy nieznośne!-skwitowałam jasno wypowiedź blondynki.
-Tak ale za to szczęśliwe... Czasem mam ochotę wrócić do czasów, gdy byłyśmy małe, gdy nic nas nie ograniczało.-uśmiechnęłam się rozmarzona. Piękne czasy... śmiałyśmy się, robiłyśmy psikusy.
-Ja też moja droga, ja też...
-Znalazłaś już kogoś godnego zawieszenia oka?-zapytała dając mi kuksańca w bok.
-Nie... To wszystko jest takie zagmatwane... A ty?- zapytałam , wyprzedzając ją o krok i odwróciła. Się do niej przodem.
-Nie... Nikogo tutaj nie znajdę.
-Tutaj nie...ale może na Ziemi...
-Czy ty coś sugerujesz?-oparła ręce na biodrach i podniosła do góry jedną brew.
-Ja? Ależ skądże.-uniosłam ręce do góry w obronnym geście. Po chwili nie wytrzymałyśmy i zaczełyśmy cicho chichotać.
-Mhmm...-zaczęła pocierać prawą ręką brodę.-Na pewno? Bo wiesz...
-Oh no dobrze wygrałaś....
-...?-spojrzała na mnie w oczekiwaniu.
-Chyba nie myślisz, że od tak Ci o nim powiem? To by było głupie.-powiedziałam i odwróciłam się do niej plecami.-A ja nie jestem głupia.-delikatnie się uśmiechnęłam. Usiadłam na ławce, przy ściance labiryntu i odchyliłam głowę do tyłu rozkoszując się krwawym słońcem. Po chwili koło mnie usiadła Bell z Polaris. Nie mówiłyśmy nic, tylko byłyśmy przy sobie. Siedziałyśmy tak z zamkniętymi oczami. Nie mam pojęcia ile to trwało, ale gdy wreszcie otworzyłam oczy ,zobaczyłam pełnię księżyca. Zerknęłan na przyjaciółkę. Dalej miała zamknięte oczy i głaskała wilka na swoich kolanach. Polaris także miała zamknięte oczy i ruwnomiernie oddychała, co znaczyło że śpi. Wstałam i dmuchnęłam na zwierzaka, który z zawrotną szybkością otworzył oczy i zaczął warczeć. Popatrzył na mnie i mogłabym przysiąc że wywrócił oczami. Szturchnęła Bellę nosem w brzuch, a gdy jej pani otworzyła oczy, sama wstała.
-Hallo. Śpiąca królewno, wstawaj!-popatrzyła na mnie i uśmiechnęła się ironicznie.
-Nie ŚPIĄCA, tylko LODOWA.-dodała nacisk na swoje 'tytuły'
-Dobra, chodź i się nie dąsaj. Za 10 min. kolacja, a po niej muszę iść na naradę.-Bella wymruszała zaklęcie które ma za zadanie zmienić Polaris w wisiorek. Zanim błękitne światło ją pochłonęło zdąrzyła się nam ukłonić, a po chwili Bella zakładała naszyjnik z wilkiem. Uśmiechnęłam się pod nosem i razem ruszyłyśmy do zamku. I znowu, wszyscy się kłaniają. Bella zmieniła nam stroje i mogłyśmy się udać na kolację.
-Witamy.-powitałyśmy wszystkich delikatnie. Usiadłyśmy na wyznaczonych miejscach i zaczęliśmy jeść.
-Kociaczku...-Draco szepnął mi do ucha-podobno masz już suknię?-kiwnęłam głową nie zaszczycając go spojrzeniem-Nie mogę się doczekać gdy ją z ciebie zerwę...
Trzask na górze uciszył wszystkich. Wstałam od stołu i zwróciłam się do matki.
-Straciłam apetyt.-powiedziałam cicho i weszłam na górę do swojego pokoju. Jeden wielki burdel. Zaklęciem zaczęłam naprawiać zniszczone rzeczy.
Zapaliłam świece i kadzidła, po czym zatraciłam się w medytowaniu.
Bella
-Bello może poszła byś zobaczyć co się stało z moją córką?
-Nie wydajne mi się bym była do tego najlepszą osobą.-dalej spokojnie jadłam a wszyscy przyglądali mi się w szoku.-Gdybym ja tam poszła zapewne Draco nie przeżył by 5 sekund, a poza tym Raven właśnie medytuje. Radzę nie wchodzić, chyba że komuś życie nie miłe.-dalej spokojnie jadłam. Muszę z nią pogadać. Zresztą z Draco też, widziałam jak szeptał jej coś na ucho, a później wstaje i odchodzi. To kretyn bez taktu. Jest odpychający, nie w wyglądzie, bo jest on naprawdę przystojny, ale w sposób bycia. Jest cynicznym, samolubnym wyliniałym szczurem. By ratować swój tyłek, sprzeda cię nawet samemu diabłu. To chore...
-Bello!
-Tak Draconie?-sukinsyn.
-Pytam czy znalazłaś już drugą połówkę?-ironiczny uśmieszek i niewinne pytanie. Pff...
-Niestety zakres intelektualny nie współgra z urodą w tym wymiarze.-odpowiedziałam z wrednym uśmieszkiem patrząc mu w oczy. Zacisnął szczękę, wkurzyłam go.
- Czyli nie jestem dość przystojny?-podłoga pode mną zaczął pokrywać szron, tak samo jak sztućce.
-Raczej brakuje ci obu tych cech.-uśmiechnęłam się obrzydliwie słodko po czym złożyłam nóż i widelec- Przepraszam ale już skończyłam. Ave custodiam. Custodi me, et vigilate. Aut me cum periculosum involvit tenebris lux mea est.-mój wisiorek znów zaczął świecić i uwalniać Polaris. Wyszłam z jadalni i skierowałam się na górę. Wiedziałam że Rachel przestała medytować, jej aura zmieniła się z białej na fiolet. Co oznacza że jest już świadoma. Zapukałam i delikatnie otworzyłam drzwi. Raven siedziała na łóżku jak do medytacji.
-I tak wiem że nie medytujesz.-powiedziałam spokojnie-ziółka na uspokojenie?
-Musiała byś mi dać kilo melisy by coś pomogło.
-Co takiego się stało?-zapytałam siadając obok niej na łóżku.
-Co?! Ten idiota zaczął wyobrażać sobie naszą noc poślubna!-zacisnęłam usta, by nie zacząć się śmiać.
-Czy ... ja dobrze słyszę? Planuje coś co nie jest do końca jest pewne?- zapytałam nie kryjąc już chichotu. To było niemożliwe! To było... debilne!
-Tak, to co mówił było obleśne!- wzdrygnęła się mówiąc to.
-Chodź zrobimy nocowanie, tylko ja, ty i Star! Okey?- powiedziałam jej na co się uśmiechnęła.
-Okey.- zaczęłam się śmiać jak głupia na samo wspomnienie naszego ostatniego nocowania.-Czego drzesz japę?! -walnęła mnie poduszką a ja o ile to bardziej możliwe zaczęłam śmiać się jeszcze bardziej.
-Pamiętasz naszą ostatnią nockę? I włosy Hawk'a?- na samo powiedzenie tego dnia Raven zaczęła cicho chichotać co przerodziło się w głośny śmiech. Szybko otoczyłam nas tarczą tak samo jak moja przyjaciółka i śmiałyśmy się dalej.
-Myślałam że nas zabije! Hahaha!
-Oh no przestań miał tylko 12 lat. Nie mógł by nas zabić!
-Oczywiście że by mógł! Tak został szkolony!-Raven faktycznie miała racje. od 7 roku życia jej brat był szkolony na idealnego zabójcę. Zresztą tak samo jak ja. Sztuka walki białą bronią, nie jest mi obca. Oprócz mojej mocy jestem bardzo obeznana w sztukach walki dzięki czemu mogę spokojnie działać na terenie nie dostępnym dla mocy.
-Bello! Tarcza!- to skutecznie wyrwało mnie z oceanu myśli. Znów skupiłam się na tarczy lodowej. Po minucie było spokojne, a pokój był jak istne pole walki.
-Wygląda jak moja sala treningowa.-mruknęłam pod nosem oceniając stan pokoju. Raven na te stwierdzenie uśmiechnęła się tylko i rzuciła zaklęcie. Ja położyłam się na łóżku.
-Piegus!-krzyknęła dziewczyna a przed nią pojawiła się skrzat w małym słodkim garniturku.
-Panienka wzywała. Co Piegus może dla panienki zrobić?-ukłoniła się nisko.
-Cześć Piegusku!-zawołałam, a skrzat od razu się odwrócił i pokornie schylił się, aż do ziemi tak, że zarył nosem o podłogę.
-Piegusek przeprasza! Piegusek panienki nie zauważył!-wywróciłam oczami.
-Piegusku spójrz na mnie jak do mnie mówisz.-powiedziałam do niego, na co on szybko podniósł wzrok na mą osobę.- Ile razy mam Ci powtarzać byś się tym nie przejmował, byś patrzył na mnie jak do mnie mówisz, i byś się w końcu przestał mnie bać?-zapytałam łagodnie i uśmiechnęłam się do niego łagodnie co odwzajemnił i zwrócił się do fioletowo-włosej.
-Czym piegusek może służyć?
-Hmmm... może...-popatrzyła na mnie a ja wiedziałam o co jej chodzi.
-Na ciasteczka z posypką!!-wrzasnęłyśmy, a skrzat pokręcił z politowaniem głową i zniknął w obłokach tęczowej mgły. Po paru minutach znów się pojawił z tacą pięknych ciasteczek. Już chciałam się na nie rzucić gdy powstrzymała mnie przyjaciółka. Spojrzałam na nią ze złością, a ona tylko pokręciła głową. Po minucie drzwi otworzyły się a w nich stanęli Tytani...
* Sroka łac.
** Sokół ang.
***Lunea Defectus- Zaćmienie księżyca.
****Chroń mnie strażniku, ujawnił swą moc, oświetla swą mocą mrok. łac.
-Bello!
-Tak Draconie?-sukinsyn.
-Pytam czy znalazłaś już drugą połówkę?-ironiczny uśmieszek i niewinne pytanie. Pff...
-Niestety zakres intelektualny nie współgra z urodą w tym wymiarze.-odpowiedziałam z wrednym uśmieszkiem patrząc mu w oczy. Zacisnął szczękę, wkurzyłam go.
- Czyli nie jestem dość przystojny?-podłoga pode mną zaczął pokrywać szron, tak samo jak sztućce.
-Raczej brakuje ci obu tych cech.-uśmiechnęłam się obrzydliwie słodko po czym złożyłam nóż i widelec- Przepraszam ale już skończyłam. Ave custodiam. Custodi me, et vigilate. Aut me cum periculosum involvit tenebris lux mea est.-mój wisiorek znów zaczął świecić i uwalniać Polaris. Wyszłam z jadalni i skierowałam się na górę. Wiedziałam że Rachel przestała medytować, jej aura zmieniła się z białej na fiolet. Co oznacza że jest już świadoma. Zapukałam i delikatnie otworzyłam drzwi. Raven siedziała na łóżku jak do medytacji.
-I tak wiem że nie medytujesz.-powiedziałam spokojnie-ziółka na uspokojenie?
-Musiała byś mi dać kilo melisy by coś pomogło.
-Co takiego się stało?-zapytałam siadając obok niej na łóżku.
-Co?! Ten idiota zaczął wyobrażać sobie naszą noc poślubna!-zacisnęłam usta, by nie zacząć się śmiać.
-Czy ... ja dobrze słyszę? Planuje coś co nie jest do końca jest pewne?- zapytałam nie kryjąc już chichotu. To było niemożliwe! To było... debilne!
-Tak, to co mówił było obleśne!- wzdrygnęła się mówiąc to.
-Chodź zrobimy nocowanie, tylko ja, ty i Star! Okey?- powiedziałam jej na co się uśmiechnęła.
-Okey.- zaczęłam się śmiać jak głupia na samo wspomnienie naszego ostatniego nocowania.-Czego drzesz japę?! -walnęła mnie poduszką a ja o ile to bardziej możliwe zaczęłam śmiać się jeszcze bardziej.
-Pamiętasz naszą ostatnią nockę? I włosy Hawk'a?- na samo powiedzenie tego dnia Raven zaczęła cicho chichotać co przerodziło się w głośny śmiech. Szybko otoczyłam nas tarczą tak samo jak moja przyjaciółka i śmiałyśmy się dalej.
-Myślałam że nas zabije! Hahaha!
-Oh no przestań miał tylko 12 lat. Nie mógł by nas zabić!
-Oczywiście że by mógł! Tak został szkolony!-Raven faktycznie miała racje. od 7 roku życia jej brat był szkolony na idealnego zabójcę. Zresztą tak samo jak ja. Sztuka walki białą bronią, nie jest mi obca. Oprócz mojej mocy jestem bardzo obeznana w sztukach walki dzięki czemu mogę spokojnie działać na terenie nie dostępnym dla mocy.
-Bello! Tarcza!- to skutecznie wyrwało mnie z oceanu myśli. Znów skupiłam się na tarczy lodowej. Po minucie było spokojne, a pokój był jak istne pole walki.
-Wygląda jak moja sala treningowa.-mruknęłam pod nosem oceniając stan pokoju. Raven na te stwierdzenie uśmiechnęła się tylko i rzuciła zaklęcie. Ja położyłam się na łóżku.
-Piegus!-krzyknęła dziewczyna a przed nią pojawiła się skrzat w małym słodkim garniturku.
-Panienka wzywała. Co Piegus może dla panienki zrobić?-ukłoniła się nisko.
-Cześć Piegusku!-zawołałam, a skrzat od razu się odwrócił i pokornie schylił się, aż do ziemi tak, że zarył nosem o podłogę.
-Piegusek przeprasza! Piegusek panienki nie zauważył!-wywróciłam oczami.
-Piegusku spójrz na mnie jak do mnie mówisz.-powiedziałam do niego, na co on szybko podniósł wzrok na mą osobę.- Ile razy mam Ci powtarzać byś się tym nie przejmował, byś patrzył na mnie jak do mnie mówisz, i byś się w końcu przestał mnie bać?-zapytałam łagodnie i uśmiechnęłam się do niego łagodnie co odwzajemnił i zwrócił się do fioletowo-włosej.
-Czym piegusek może służyć?
-Hmmm... może...-popatrzyła na mnie a ja wiedziałam o co jej chodzi.
-Na ciasteczka z posypką!!-wrzasnęłyśmy, a skrzat pokręcił z politowaniem głową i zniknął w obłokach tęczowej mgły. Po paru minutach znów się pojawił z tacą pięknych ciasteczek. Już chciałam się na nie rzucić gdy powstrzymała mnie przyjaciółka. Spojrzałam na nią ze złością, a ona tylko pokręciła głową. Po minucie drzwi otworzyły się a w nich stanęli Tytani...
* Sroka łac.
** Sokół ang.
***Lunea Defectus- Zaćmienie księżyca.
****Chroń mnie strażniku, ujawnił swą moc, oświetla swą mocą mrok. łac.
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Rozdział 4 Vinctus mens
Nightwing
Opowiedziałem im wszystko, co się wtedy stało. Niestety nie pamiętam jak brzmiało to zaklęcie.
-Jest tylko jedno zaklęcie, które umożliwia zamknąć człowieka w umyśle. Vinctus mens*. Ma ono swoje plusy i minusy.- ręką nakazała nam iść za nią. Szliśmy tak aż do wielkich mahoniowych drzwi prowadzących do biblioteki. Arella nakazała nam usiąść na fotelach, a sama wzięła do ręki książkę i zaczęła szukać odpowiedniej strony.- Dokładnie 300 lat temu, Cesarz Cor Lupus** Roth, stworzył zaklęcie Vinctus mens. Miało za zadanie, stworzyć w swoim umyśle miejsce gdzie ma przebywać obiekt, dla którego nie ma miejsca we świecie. Ostatnim razem użył go Aeternus*** Roth, 149 lat temu.
-Słyszałam o nim. Aeternus musiał wygnać swą żonę. Proditio****. Została osądzona o zdradę i próbę zabójstwa Cesarza. - wypowiedziała się Kori.
-Tak moja droga. Proditio była jednak Cesarzową i nie mogła być wygnana. Jej postawa zabolała Aeternusa, ale pomimo to ją kochał. Nie mógł się z nią rozstać. Niektórzy mówią że był pod wpływem czarnej magii, a niektórzy że był ślepo zakochany. Cesarz użył zaklęcia Vinctus mens by została z nim na wieki, Niestety. Może i był silny ale... przegrał walkę o życie. Dwa umysły w jednym ciele, to niemożliwe. Tak się kończy jego panowanie. Był młody, miał dopiero 32 lata. Jego następca został młody Roth. Jego jedyny syn Ruler***** Roth.- słuchałem tej historii i stałem jak sparaliżowany. Jak ona, najbardziej rozgarnięta z Tytanów, mogła do tego dopuścić?!- Jest jeszcze jedna sprawa...- spojrzeliśmy na nią wszyscy. Z strachem i bezsilnością.- Tylko ona sama może zdjąć te zaklęcie, ale teraz jest pod wpływem śpiączki regenerującej. Sądząc po ilości utraconej krwi, będzie nieprzytomna 2-3 dni. Księżniczko Bello-zwróciła się do blondynki.- twe zadanie to czuwanie przy mej córce. Zrobisz to lepiej niż niejeden strażnik.
-Oczywiście Królowo.- Bella skłoniła się i wyszła z biblioteki. Arella westchnęła ciężko i odłożyła książkę na półkę.
-Nie chciałam mówić o tym naszej Belli, ale szanse na jej wybudzenie są marne.-Kori była blisko zemdlenia, Cyborg patrzył się z niedowierzaniem na matkę Rachel, Bestia zbladł, a ja zacząłem klnąć na swoją głupotę. Jak mogłem pozwolić na takie coś?! Nie nadaje się na lidera!-Dick, nadajesz się na niego świetnie, ale moja córka po prostu od małego miała durne pomysły, jeszcze w połączeniu z Bellą... Zamek miał się na baczności całe dnie. Uwielbiały robić psikusy, niestety to się zmieniło kiedy przez śmiech zaczęła niszczyć rzeczy. Musiała się przystopować, ograniczyć... zmienić.
-Zaraz, zaraz, zaraz... Raven się kiedyś śmiała... wiesz tak, że usta ma jak w półokręgu, a z gardła wydobywa się dźwięk "Hahaha"?- zapytał zdziwiony Bestia.
-No wie pani mniej więcej tak to by wyglądało.-Cyborg wygiął usta w uśmiech, a z jego gardła zaczął wydobywać się śmiech.
-Nie rozumiem, czemu was to tak dziwi? Moja córka kochała się śmiać, aż do tego nieszczęsnego dnia. Wszystko się w tedy zmieniło.-Arella podeszła do jednego, z regałów i wyciągnęła wielką książkę. Podała nam ją, a ja zauważyłem że jest to album.-Możecie pooglądać, gdy będziecie chcieli o coś zapytać to kierujcie się do Belli, jest ona w pokoju Rachel. Ja pójdę wszystko przemyśleć, z tego całego zamieszania Rachel nie była nawet na naradzie. Ehhh...
I wyszła, zostawiając nas w niemałym szoku. Zebraliśmy się wszyscy i zaczęliśmy oglądać zdjęcia...
Bella
Gdy wyszłam z biblioteki skierowałam się do pokoju Raven. Leżała tam. Nieruchomo. Bez żadnego znaku życia. Usiadłam na jednym z foteli, obok jej łóżka i zaczęłam śpiewać. wiedziałam jak zawsze to lubiła.
-Let's talk this over. It's not like we're dead. Was it something I did? Was it something you said? Don't leave me hanging In a city so dead. Held up so high On such a breakable thread You were all the things. I thought I knew And I thought we could be. You were everything, everything that I wanted. We were meant to be, supposed to be, but we lost it.All the memories so close to me just fade away. All this time you were pretending. So much for my happy ending.******
Uwielbiałam dla niej śpiewać, a ona uwielbiała słuchać mojego głosu. Zawsze mi to mówiła. Kochałam ją jak siostrę, której nigdy nie miałam. Zawsze byłyśmy razem, na zawsze.A teraz?Ona tu leży i się regeneruje, ja czekam i pilnuje. Ehhh... ,,Przyjaciele - jedna dusza w dwóch ciałach" Ona ma odwrotnie. Ma jedno ciało i dwie dusze. ,,Kwiaty nie zakwitną bez ciepła słońca. Ludzie nie mogą stać się ludźmi bez ciepła przyjaźni" . Tak jest wiele mądrych, wzruszających i jednocześnie fałszywych myśli ludzi, o przyjaźni. Jednak te dwa naprawdę są szczere. Prawdziwe jak sama przyjaźń i nienawiść. Dwa tak bardzo silne odczucia. Niektórzy pewnie powiedzieli by że to miłość jest silniejsza, ale to nie prawda. Przyjaciele są, znikają i wracają z wieloma nowymi zmianami które możemy nie tolerować ale i tak się przyjaźnimy. Natomiast miłość chodź nie wiem jak prawdziwa by była, może się skończyć, rozsypać jak domek z kart, roztopić jak płatek śniegu w ogniu. Przecież to dlatego gdy miałaś kolejną kłótnie z chłopakiem, uciekasz do prawdziwych przyjaciół. Gdy cię zdradził, zerwał... To przyjaciel jest twoją oporą, by nie ześwirować w tym świecie. Nie musi wcale obiecać ci niemożliwego, wystarczy że weźmie cię w ramiona i nie pozwoli nigdzie iść, bo to właśnie przy nim nic ci nie grozi. Czasem wystarczy brak uśmiechu na twojej twarzy a on ma ochotę zabrać tonę twoich smutków, na swoje barki. Moje rozmyślenia przerwało pukanie do okna. Za nim na parapecie siedział czarny kruk. Podeszłam do okna i otworzyłam je, ptak wleciał do pokoju i skierował się na moje poprzednie miejsce, przy Raven. Usiadł na fotelu i zmienił się w chłopaka o czarnych,, sięgających żuchwy włosach z przodu, a z tyłu miał je zapięte w krótki kucyk .
-Lepiej jej?-zapytał chłopak, przyglądając jej się. Wiedziałam jak jest z nią zżyty, zresztą tak samo jak ja i Polaris. Uśmiechnęłam się do niego i spojrzałam mu, w te czerwone oczy.
-Nie jedno przeszła, by się teraz tak poddać. Pamiętaj, to jest nasza Raven. Ona nigdy się nie poddaje Korbier.
-Tak wiem... Przez to swoje niepokonanie i pewność siebie niedługo ją stracimy. Jeszcze te misje...-dłuższą chwile nie odzywałam się, by dać mu nacieszyć wzrok fioletowowłosą. Siedział, i się jej przypatrywał.-Zaśpiewaj coś, ona tak to lubi...-uśmiechnęłam się i zaczęłam śpiewać.
-Love that once hung on the wall Used to mean something But now it means nothing The echoes are gone in the hall But I still remember The pain of December Oh, there isn’t one thing left you could say I’m sorry it's too late I’m breaking free from these memories Gotta let it go, just let it go I’ve said goodbye set it all on fire Gotta let it go, just let it go ooo ooo*******
-Zawsze dołowałaś mnie tymi tekstami. Ale jej zawsze...
-To się podobało? Nie wiem czemu lubiła takie piosenki.- podniosłam rękę na wysokość szyi i zaczęłam materializować pestki słonecznika. W mojej ręce zzaczęło się paliś małe turkusowe światełko. Po chwili w mojej ręce leżało opakowanie z przysmakiem. Podałam mu opakowanie i po chwili zajadaliśmy pysznymi pestkami
...
Szedłem przez ulicę Jump City do mojego mieszkania. Było już ciemno, gdzieś koło 20. Otworzyłem drzwi i go ujrzałem. Stał jak gdyby, nigdy nic koło lustra, a poświata księżyca oświetlała część jego metalowej maski.-Małe opóźnienie, Ash? Miałeś być pół godziny temu.-wpatrywałem się w niego jak zahipnotyzowany. Jak to możliwe, że on tu jest?! Przecież on powinien nie żyć!
-Czego tu?!-warknąłem, a on zaśmiał się cicho.
-Oj mój drogi, ładnie to tak na Mistrza warczeć...Red X?
*Vinctus mens- Więzień umysłu. Łac.
**Cor Lupus-Wilcze serce. Łac.
*** Aeternus- Wieczny. Łac.
**** Proditio- Zdrada. Łac.
***** Ruler- Władczy. Ang.
****** Avril Lavinge- My happy ending
******* Avril Lavinge- Let me go feat. Chad Kroeger
wtorek, 2 grudnia 2014
Rozdział 3 Something lately drives me crazy Has to do with how you make me...
Hej wpadłam na taki pomysł by zamiast wklejać zdjęć po prostu dam wam linka;) Zdjęcia zajmują sporo miejsca i są mniej wygodne gdyż przez nie tracę wątki.
Raven
Osiadłam z Hawk'iem na czarno brązowych fotelach w stylu francuskim. Chłopak poprawił włosy jednym ruchem ręki i odsłonił przede mną swoje piękne, niebieskie niczym dziki sztorm, oczy, pokazując w ten sposób że słucha mnie uważnie. Wzięłam dwa głębokie wdechy i już chciałam to z siebie wyrzucić gdy nagle...-Tu jesteś Rachel. Wszędzie cię szukałam, już prawie 17. Mam nadzieje, że powiadomiłaś naszych gości o porach posiłków? Nie chcemy przecież, by się nam spóźnili i Piegus musiał się tak wysilać. Mam nadzieje, że wybrałaś już suknie, przecież to najważniejszy element. Nie licząc twojej i jego obecności.-zaśmiała się Arella- To by była katastrofa, gdyby okazało się że nie chcesz wyjść za niego za mąż.-a co by było gdybym ci to powiedziała prosto w twarz?!,,Arello nie mam zamiaru wychodzić za mąż za tego idiotę!'' Wywołała bym wojnę! Zaprzeczyłam tylko głową, a matka wciągnęła powietrze.- Jak to ,,Nie''?! Jak mogłaś tego nie zrobić?! Nie zależy ci na twoim ślubie?!
-Brawo za szybkie myślenie! Tak naprawdę, nie chciałam , nie chce i chcieć nie będę!-Arella poprawiła sobie czarne jedwabne rękawiczki i wygładziła materiał sukni . Piękna biała suknia z czarnymi różami na górze. Przepasana czarnym paskiem z tiulem na dole. Do tego czarne rękawiczki i czarne, niskie obcasy. Fioletowe włosy miała związane w piękny dbały kok, a na głowie dumna korona. Arella prezentowała się niczym wzorowa królowa. Piękna, wytworna, szlachetna, uprzejma i mądra. Machnęła ręką i zza drzwi wyszło pięć kobiet. Trzy z nich miało zakres wieku od 40-45, a ostatnie miały 20 może 30 lat.
-To są najlepsze krawcowe w całym Azarath. Uszyją ci godną suknie na twój ślub.-po tych słowach kobiety zbliżyły się do mnie i zaczęły wyliczać miary, patrzeć w jakim odcieniu bieli będę się najlepiej prezentować i tak dalej. Hawk siedział za to na fotelu i mało nie pękał ze śmiechu, gdy te idiotki traktują mnie jak jakąś laleczkę voodoo. W końcu po 4 godzinach brania miary i pobierania krwi z mojego organizmu, moja suknia była gotowa. Jeszcze tylko dobraliśmy buty, biżuterię i bukiet. Założyłam wszystko i efekt był piękny, niesamowity i niemożliwe było że to ja! Drzwi się powoli uchyliły, a wyszła zza nich Gwiazdka, gdy mnie zobaczyła zrzedła jej mina.
-Przy- przyjaciółko Raven ... c-czy ty zamie-erzasz...-Nie dałam jej się dalej jąkać. Oparłam ręce na umywalce i spojrzałam w lustro (Raven żeby się przebrać poszła do łazienki ;) pod.Aut.)
-Tak Gwiazdko... Zmierzam...-słowo te nie przechodziło mi przez gardło. Poczułam wielką gule w gardle i ucisk w klatce piersiowej. Star podeszła do mnie i położyła mi rękę na ramieniu.
-Pięknie wyglądasz. Kim jest twój wybraniec?-tego się spodziewałam. myślałam raczej że to nastąpi później i dadzą mi czas na to jak im to powiedzieć.
-Draco... Ale Gwiazdeczko ja muszę wam coś powiedzieć... czy możesz zebrać wszystkich w moim pokoju?-zapytałam z nadzieją w głosie a ona tylko pokiwała głową. Wyszła a ja zostałam sama. Ściągnęłam welon, biżuterie oraz diadem i jeszcze raz spojrzałam na moją twarz. Wiele się zmieniłam odkąd pokonałam Trygona. Moje fiołkowe oczy są bardziej wypoczęte, gdyż nie śnią mi się już koszmary, zapuściłam włosy, co było chyba dobrym pomysłem. Moje rysy twarzy się wyostrzyły. W końcu mam już 19 lat. Za to inni też się zmienili... taki na przykład Dick. Kiedyś Robin dziś Nightwing, ale i tak wszyscy mu mówią Robin, bo nie umieją się przerzucić. Przestał używać żelu do włosów, jego rysy twarzy przybrały męskich kształtów, a do tego pozwolił nam chodzić po wierzy w zwykłych ciuchach. Sam nie zdejmuje maski, ale to i tak sporo. Inni nie wiedzą dlaczego Dick ma taką obsesje na jej punkcie ale ja wiem.
Bestia
Gwiazdka powiedziała nam że Raven, chce nam coś powiedzieć. Znowu! Po kilku minutach drzwi się otworzyły a z nich wyłoniła się Raven. Byłą ubrana w ...SUKNIE ŚLUBNĄ?! NIBY CZEM... oooo...
-No więc Rea chciała wam coś ... ważnego powiedzieć...- nie wiadomo skąd znalazła się tu Bella. Spojrzała na nią zachęcająco a ta tylko westchnęła.
-Tak więc... Ja wychodzę za mąż...
-Zaraz! CO?! Jak to wychodzisz za mąż?!-zacząłem panikować. Co ona sobie myślała?! że jak powie nam w ostatniej chwili, to coś się zmieni?!
-To było już ustalone kiedy miałam 10 lat...
-Nie można jakoś tego odwołać?-zapytał z nadzieją Cyborg. Chyba tak samo jak ja nie wyobrażał sobie Raven na ślubnym kobiercu.
-Victor jak każda arystokratka Rea nie ma wpływu na to z kim będzie żyć, chyba że rodzice są tacy dobrzy że dają ci wolną wole, ale tą umowę zawarł Trygon a ona nie miał nawet prawa decydować o jej małżeństwie jako że nie udzieliła im go matka Rochelle. W tym przypadku Arella jest prze szczęśliwa z tego powodu.
- Something lately drives me crazy... Hahahaha*-Robin zadrżał na słowa Raven. Nikt nie wiedział o co chodzi. Nawet Bella wpatrywała się w Raven. To co powiedziała może nie byłoby takie straszne gdyby nie to jak je powiedziała. Głos był męski i zachrypnięty, wręcz gardłowy. Mówiła to jakby z tego drwiła. Jeszcze ten śmiech... Nagle Raven się zachwiała a ja jako że byłem najbliżej uchwyciłem jej bezwładne ciało. Była zimna i nienaturalnie wręcz sina.
-O moje Norny! Rea! Czy ona oddycha?!- panikowała Bella. Kori (StarFire) ledwo stała na nogach, a Cybuś wyłupił na to oczy.
-Nie mogę uwierzyć że nic z nim nie zrobiła! Miała go tam trzymać tydzień! Nie więcej! Ale czy ktoś mnie tu kiedyś słucha?! Nie!-Nightwing zaczął krzyczeć, ale nagle coś mi zaświtało! On coś wie!
-Stary co jej jest?! Ty coś wiesz!-krzyczałem kiedy czekałem na Belle która poszła zawiadomić Arelle.
-A to że jej ciało to jedno wielkie więzienie dla psychopaty z nożem! Tyle wiem! Nie mam pojęcia jakiego zaklęcia użyła! Powiedziała tylko że ma sposób jak go zamknąć i BUM! Miała go trzymać tydzień i w ten tydzień znaleźć miejsce do jego zamknięcia! Ale ona jak to ona, wszystko po swojemu!
-Co się stało z moją Rachel?! O Azarath! Ona jest sina!- matka Raven zaczęła przy niej czarować. Z jej rąk pojawił się biało niebieski obłoczek mocy. Po chwili z sinej skóry zrobiła się szaro blada.-Już lepiej... to tylko brak krwi. Ale jedno mnie nie pokoi. Ona nie ma żadnych ran z których mogła by uciec krew, a swój umysł tak dobrze chroni że nie mogłam się dowiedzieć dlaczego się wykrwawia.- Arelli ulżyło ale też dalej się niepokoiła. Widać to było w jej oczach.- Czy ktoś wie dlaczego tak się stało?-zwróciła się do nas znad ciała córki, a wszyscy spojrzeliśmy na Dicka. On westchnął i usiadł na łóżku.
-Ehh... to była misja przez którą ja i Raven mieliśmy na was żal że nam nie pomogliście... Po ostatniej mieliście zepsute komunikatory i poszliście do pizzeri, a ja i Raven zostaliśmy w wieży, ja naprawiałem a ona medytowała. Nagle zawył alarm... w sklepie był wariat z nożem. Miał bladą twarz i blizny jak Joker, do tego jego ubranie było całe we krwi. Był bardzo szybki, unikał moich tak samo jak i Raven ciosów.Miał tylko nóż a było ciężko jak ze Slead'em. Wtedy Raven wpadła na pomysł aby zamknąć go w swoim umyśle...
Subskrybuj:
Posty (Atom)